Mystic Festival 2003


(28 listopad 2003 r.) - Wrocław "Hala Ludowa"
(Iron Maiden, KAT, Frontside, Funeral For A Friends)



Do Wrocławia przyjechałem wraz z 12 osobową grupą ok. 15, tak więc do otwarcia bram mieliśmy jeszcze godzinę czasu. Przeszliśmy pod główne wejście, ale było tam mało ludzi więc postanowiliśmy się wrócić na parking, gdzie stał nasz bus. Przed godziną 16 poszliśmy ponownie pod główne wejście i czekaliśmy do 16:30 zanim otworzyli drzwi, otworzyli wyciągnęli barierki i zamknęli - już byłem lekko wkurzony, ale ludzie byli cierpliwi i jak to bywa w takich sytuacjach dowcipni, można powiedzieć, że było miło :). Oczywiście nie obyło się bez skandowania haseł typu: "Kur** mać, ile mamy czekać", niektórzy wykrzykiwali raz po raz "Maiden!!!, Maiden!!!, Maiden!!!" i mały "patriotyczny" akcent kiedy to spora grupa ludzi krzyczała "Balcerowicz musi odejść". Przed godziną 17 przyszedł pan w żółtym dresiku i powiedział, że za chwilę otworzą bramy i oprócz głównej będzie otwarta jeszcze jedna z boku Hali - oj postarał się Mystic o zorganizowanie tego koncertu, dwa wejścia na 6000 ludzi :/. Poszedłem do wejścia bocznego i jeszcze jakieś 10 min. czekaliśmy zanim zaczęli wpuszczać. No więc wszedł jeden gość i przerwa. Ochroniarz stanął w przejściu odczekał jakieś 2 minuty wpuścił następnego gościa i znowu przerwa. Ludzie byli już lekko zdenerwowani i zaczęli interweniować. Posypało się kilka niemiłych słów w kierunku "panów w żółtym" i zaczęli wpuszczać ludzi trochę sprawniej.

Tak więc ok. 17:10 byłem w środku. Odnalazłem swoje miejsce na sektorze i czekałem na występ zespołu Funeral For A Friends. Po kilkunastu minutach zaczęli grać. Zgodnie z oczekiwaniami zagrali bardzo słabo (przynajmniej według mnie). Muzyka jaką prezentują po prostu mi nie odpowiada. Jedyny moment, który warto opisać to moment, w którym goście z Funeral... wraz z nieliczną grupą ludzi obecnych w tym czasie w Hali Ludowej (do tego czasu zdążyło wejść ok. 200 osób) skandowali "Miaden!, Maiden!, Maiden!". Nie grali długo bo jakieś 30 min. Po Funeral For A Friends, była krótka przerwa, podczas której zaczęto rozkładać sprzęt Frontside'a, w tym czasie na scenę wszedł wokalista Frontside. Ludzie zgromadzeni przed samą sceną mogli złapać jedną z kilku wyrzuconych przez niego butelek wody mineralnej, robił to tak jakby to właśnie jego zespół był gwiazdą wieczoru, z tego co później słyszałem nie wszystkim się to podobało. Zaczęli grać i okazało się, że grają nieco lepiej od swoich poprzedników, ale również nie pokazują nic specjalnego. Wokalista kilka razy próbował "namówić" publiczność do śpiewania refrenu jednej z piosenek ("Bóg stworzył szatana" czy jakoś tak), ale nic z tego nie wyszło. Innym razem próbował zachęcić publiczność do skandowania Frontside!, Frontside!... i prawie się mu to udało, wszyscy zgodnie zaczęli wrzeszczeć Madien!, Miaden!... :). Frontside również grał około pół godziny.

Kiedy ze sceny zniknął sprzęt Frontside, z tyłu sceny pojawiło się logo Kat'a. Ludzi było coraz więcej, ale hala nie była jeszcze pełna. Kat zaczął swój występ o 19. Zaczęła się główna część Mystic Festival'u. Muszę się przyznać, że przed koncertem słuchałem Kat'a tylko wybiórczo i nie podchodził mi specjalnie, byłem przygotowany na słaby występ tego zespołu. Okazało się jednak, że Kat dał bardzo dobry koncert. Niestety znałem tylko kilka utworów które zagrali m.in. 666, Purpurowe Gody, Niewinność. Roman Kostrzewski mnie trochę rozśmieszył swoim zachowaniem na scenie, chodzi o jego "lekko paralityczne" ruchy ciała, które jak myślę miały przypominać taniec. Po za tym namawianie publiki do powtarzania haseł typu "Lepiej pobalować w knajpie, niż wykitować w chałpie" nie było chyba dobrym pomysłem :/, ale później było już lepiej kiedy to wraz z Romanem odśpiewaliśmy Hymn Polski :). Jak ciekawostkę można podać, że zagrali melodię z "Mission Impossible". Kat grał 1h 15 min i nieźle się zdziwiłem, kiedy okazało się, że nie będzie bisu. Mieliśmy jakieś 30 min. na to żeby kupić sobie coś do picia itd.

Wróciliśmy na nasze miejsca i kilka chwil później z głośników wydobyły się pierwsze dźwięki "Doctor, Doctor" co oznaczało, że za chwilę rozpocznie się koncert Iron Maiden. Przy ostatnich dźwiękach "Doctor, Doctor" zgasły światła chwilę później rozpoczęło się Intro, w trakcie którego ukazała się cała scenografia Wszystko przypomniało mury zamku z dwiema wieżami, w każdej z nich stał Eddie z kosą w ręku Podobnie jak w czerwcu z tyłu sceny co jakiś czas zmieniały się ogromne tapety. Na scenę wpadli panowie Harris, Smith, Murray, Gers, McBrain chwilę za nim Dickincon i mogliśmy się wsłuchiwać w dźwięki "Wildest Dreams". Wszyscy ludzie z sektorów wstali i nikt nie odważył się usiąść do końca koncertu :). Bruce po "Wildest Dreams" przeprosił za to, że nie przyjechali 7 listopada z powodu jego choroby. Drugim utworem był "Wrathchild". Można powiedzieć, że ludzie zaczęli szaleć :). Wszystkie głowy poruszały się w rytm muzyki, fani śpiewali wraz z Brucem. Następny był "Can I Play With Madness" ja osobiście nie przepadam za tym kawałkiem, ale na koncercie bardzo mi się podobał. "Trooper" jest utworem, którego nie może zabraknąć na żadnym koncercie i myślę, że nie trzeba o nim wiele pisać, oczywiście wszyscy wykrzyczeli pierwsze słowa tekstu. W tej części koncertu stwierdziliśmy z kolegami, że mogą być małe problemy z naszymi strunami głosowymi, ale wydzieraliśmy się jeszcze głośniej. Niestety akcja "Maiden klap, klap, klap Maiden" nie powiodła się. Bruce wypowiedział "Welcome to the dance of death" i zaczął się jeden z najciekawszych kawałków z nowej płyty. Bruce miał na sobie czarną pelerynę z założonym na głowę kapturem. W trakcie "Dance Of Death" założył w pewnym momencie maskę identyczną jak na okładce z najnowszej płyty. Usłyszeliśmy odgłosy burzy i zgodnie stwierdziliśmy, że nadchodzi "Rainmaker". Zaraz po Rainmakerze wyśpiewaliśmy cały tekst "Brave New World" wraz z Brucem i już prawie nie mogliśmy oddychać. Mogliśmy jednak odetchnąć, gdyż intro przed "Paschendale" było dość długie (odgłosy wojny, wybuchy, grzmoty itd.). Na scenie pojawiły się zasieki wokół których szalał Bruce w płaszczu i hełmie, by w końcu spocząć na nich. Wyglądało to genialnie. Paschendale wycisnął z nas resztki energii, przynajmniej tak nam się wydawało. "Lord of The Flies" to następny utwór jaki został zagrany. Muszę powiedzieć, że w wykonaniu Bruca utwór brzmi zupełnie inaczej niż w oryginalnej wersji. Początkowo w ogóle nie byliśmy pewni czy to aby na pewno "Lord...". W trakcie trwania "No More Lies" zdarzyła się bardzo ciekawa rzecz, mianowicie: Podczas solówek Bruce zaczął się wspinać po rusztowaniu i jeden z naszych dzielnych polskich fanów ruszył w "pogoń" za Bruce'm gdy ten był w połowie 20 metrowego rusztowania. Panowie w żółtych dresikach zaczęli wspinać się za śmiałkiem. Bruce zauważył to i pokazywał gościowi, żeby zszedł na dół. Przez tą całą sytuację nie zdążył zejść i zaśpiewać zwrotki po solówkach. Koledzy z zespołu uśmiechnęli się tylko do Bruce'a i grali dalej. Później nastąpiły "Hallowed Be Thy Name", "Fear of The Dark" i "Iron Maiden" cała Hala Ludowa wywrzeszczała teksty tych utworów i od zakończenia koncertu pozostał jeszcze tylko bis. Pierwszym utworem zagranym na bis był "Journeyman". Bruce przedstawił zespół, wspomniał także o problemach Nico związanych z prawem. Mówił o tym z uśmiechem na ustach, co więcej zaczął się śmiać wraz resztą zespołu, samym Nico i publicznością :). Obiecał także, że wrócą do Polski wraz z trasą promującą ich kolejny album. "The Number Of The Beast" jak zwykle rozpalił wszystkich do czerwoności, na scenę wszedł Eddie wyglądający identycznie jak na okładce z "Dance Of Death". Bruce powiedział, że ma dla nas prezent świąteczny, miałem nadzieję, że zagrają jeszcze coś przed "Run To The Hills", ale tak się nie stało. Prezentem okazał się właśnie "Run To The Hills" (mało oryginalny prezent :)). Pomimo tego, że to już koniec daliśmy z siebie wszystko.

Koncert był świetny, wszyscy wspaniale się bawiliśmy. Nie obyło się jednak bez małych wpadek. Były małe problemy z nagłośnieniem, Janick rozpędził się i nie wyhamował przed Dave'm, co wyglądało dość komicznie, innym razem Bruce potknął się na schodach przed perkusją i wpadł na nią. Cały koncert rejestrowało kilka kamer, więc z nadzieją czekamy na kolejne wydawnictwo Iron Maiden "Live In Poland" :)



Autor: Bolilol

Data dodania: 14.12.2003 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!