01. Porwany obłędem
02. Śpisz jak kamień
03. Dziewczyna w cierniowej koronie
04. Diabelski dom cz. II
05. Mag - sex
06. Głos z ciemności
07. Bramy żądz



Kat. Już sama nazwa sprawia, że ludziom związanym z Kościołem katolickim jeży się włos na głowie. Bo księża i zakonnice robią wszystko (zwłaszcza na lekcjach religii w szkołach) aby odwieść młodych ludzi od muzyki szatana. Bo Kata słuchają tylko sataniści. Więc jestem satanistą i wiecie co? Rozpiera mnie duma, że mamy w naszym grajdole taki zespół jak Kat. Od lat czołówka polskiego thrashu. Media też nie ułatwiają życia zespołowi. A to wszystko przez satanistyczną otoczkę (okładki, pierwsze teksty). Gdy w telewizji mówią o zagrożeniach ze strony sekt, zawsze, ale to zawsze pokazują ludzi ubranych w koszulki Kata, lub okładkę pierwszej płyty. Chłopaki, podziękujcie za reklamę!

Kat zaczynał na początku lat 80-tych i w 1985 doczekał się debiutu w postaci albumu "666". Muzyka to połączenie ówczesnego blacku ze sceną heavy. Panowie garściami czerpią z Venom, no ale tak się kiedyś grało. W 1987 roku do Polski wpadła na koncert Metallica. Czym był ten zespół w tamtym czasie to chyba każdy wie. Kat rozgrzewał publiczność przed tym koncertem. Metallica, największy heavymetalowy zespół świata został zmiażdżony przez kilku nieznanych kolesi z Katowic. Polak potrafi. Większość utworów z tamtego koncertu trafiła na wydaną w 1988 roku drugą płytę Kata "Oddech Wymarłych Światów". I wiecie co wam powiem? To najlepsza metalowa płyta nagrana przez polski zespół. Nie Turbo, nie TSA, nie Vader czy Behemoth, ale właśnie Kat, kilku zapaleńców z Romanem Kostrzewskim na czele. Kto nie wierzy niech posłucha. Ten album w porównaniu z poprzednikiem jest już zupełnie inny. Kostrzewki już nie drze się tak bardzo, zespół wyostrzył brzmienie, mamy thrash metal czystej wody z lirycznymi, akustycznymi wstawkami. Zapewne spowodowały to zmiany w składzie, Tomasz Jaguś i Wojciech Mrowiec odeszli. Za gitary odpowiedzialny był tylko Piotr Luczyk a na basie wspomógł zespół Krzysztof Stasiak. No i oczywiście filar zespołu, perkusista Irek Loth, który odwalił kapitalną robotę.

Czas odpalić płytę (ciekawie czy pochłonie mnie piekło, jak mówią duchowni). Słychać jakiś gong i charakterystyczne riffy. "Porwany Obłędem", pierwszy numer na płycie. Całkiem dobry, ale najlepsze dopiero przed nami. "Śpisz jak kamień" dość często pojawiał się na koncertach, numer troszkę podobny do pierwszego. Już słyszę te głosy. Co ten baran gada, miała być najlepsza polska płyta, a tu jakieś dwa zwykłe thrashowe numery? Spokojnie. Utwór numer trzy. "Dziewczyna w Cierniowej Koronie". Sam tytuł wg co niektórych bluźnierczy. Zaczyna się akustycznym wstępem, potem wstawka rodem z Metalliki (Kat miał spore ciągoty w ich stronę) i wybuch. Opętańcze tempo, tnące gitary, czy trzeba czegoś więcej? W środku fajne zwolnienie i super solo na gitarze. Już coś się zaczyna dziać. Następny numer. "Diabelski Dom cz. II" Dwie pozostałe części są na pierwszej płycie. Rusza. Nie za szybko. Roman śpiewa. I tu faktycznie, co niektórych tekst może zgorszyć. Naprawdę starałem się zrozumieć dlaczego Kościół tak bardzo na nich najeżdża. I doszedłem do wniosku, że między innymi przez ten tekst. Bo gdy się słyszy: "Nie wiem, czy chcesz teraz i tu, powiedzieć: Bóg to mój wróg!" albo "W sprośnej żądzy unieś mokre, głodne łono" to można mieć wątpliwości co do psychiki autora. Ale spójrzcie głębiej. Z psychiką Romana wszystko OK. Kolejny numer to "Mag-Sex". Teraz wam dowalę! Znowu spokojny, akustyczny wstęp, a potem rzeźnia o jakiej nikomu się nie śniło. Tempo błyskawicy, gitary z kosmosu, zwolnienia i przyśpieszenia i najgenialniejszy refren jaki w życiu słyszałem! Posłuchajcie jakie cuda wyprawia gitara Piotra. Albo tej schizofrenicznej solówki. Magnum Opus, tak się to określa. A wszyscy malkontenci na kolana! Następny numer zaczyna się akustycznym wstępem (wiem że się powtarzam, to wina geniuszu Luczyka) i mamy "Głoś z Ciemności". Pierwsza część to właściwie ballada, a potem zespół rusza z kopyta i gra jak się patrzy. To jest coś. I jeszcze ostatni "Bramy Żądz", na osłodę. Również świetny numer, z typowo thrashowymi gitarami.

Album się już skończył. Czterdzieści kilka minut obcowania z szatanem. A ja mam się dobrze, nie widzę przed oczami diabła i nie pływam w kotle pełnym smoły. Żyję, piekło mnie jakoś nie pochłonęło. Udało mi się przesłuchać do końca. Ciekawe co powiedziałby ksiądz na religii. Pewnie by mnie przeklął. Więc chcę być przeklęty i potępiony na wieki wieków, bo ta muzyka liczy się dla mnie bardziej. Bo dla najlepszej polskiej płyty warto. I zwracam się do katolików. Trzymajcie się zdala od tej płyty, bo ksiądz was pokrzyczy. To było dla ortodoksów. A do otwartych umysłów: jak doczytaliście do końca to pewnie sięgniecie po album. I chwała wam za to. Amen.

Ralf / [ 16.06.2004 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =




Wojownik [ rycerz_paladyn@poczta.onet.pl ] 23-08-2009 | 11:58

Słucham nałogowo Kata.
"Oddech Wymarłych Światów" to istne arcydzieło. I pod względem tekstów i pod względem muzyki ( kawał porządnego Thrash Metalu ).
Nie zgodzę się z autorem co do "666", jakoby miało by to być połączenie black i heavy metalu. "666" to raczej Black / Thrash, coś, jak pierwsze album Kreatora, albo "Obsessed By Crutelly" Sodom.
Natomiast czysty Black Metal wzorowany głównie na Venom to singiel "Ostatni Tabor / Noce Szatana".
"666" to już wczesny Thrash z dużymi wpływami Black. Natomiast Oddech, to czysty Thrash.


ebenezer [ ebi@hotmail.com ] 27-10-2016 | 06:08

Album nie do ocenienia wg dzisiejszych kryteriów. Absolutnie kultowy krążek, który wychował całe rzesze braci metalowej w Polsce. Tym czym dla Mety był Master, Slaya Reign, tym dla Kata Oddech. Płyta poza jakąkolwiek skalą.






KAT
Oddech Wymarłych Światów

Polton/MMP - 1988r.




Klasyka




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!