1. Extreme Paranoia 2. Break the Fall 3. God of Lies 4. Wrong Children 5. Open Scars 6. Rat in a Cage 7. Flat Black (J.J. Johnson cover) 8. Terror Eyes 9. ...to Change Your Vision
Z czym kojarzą się Włochy? Ze słoneczną pogodą, wspaniałą kuchnią i dobrym winem? Jak najbardziej. Z piłką nożną i samochodami Ferrari? Na pewno. Z serem, pizzą i makaronem? Oczywiście. Ale nie z thrash metalem! A tymczasem trafiłem właśnie na zespół Ural i nic mi się tutaj nie zgadza. Góry Ural leżą w Rosji, ale zespół jest z Turynu. Istnieje już 15 lat, uprawia thrash metal, a ja nigdy o nim nie słyszałem. W kwietniu chłopaki wypuścili na świat swoją czwartą płytę. Słucham jej już któryś raz i nie chce być inaczej - to naprawdę jest thrash metal z Włoch i to całkiem wysokiej próby!
Myślałem, że to będzie jakaś totalna amatorka. W końcu ile dobrego metalu wydały na świat Włochy? Słyszałem kiedyś Lacuna Coil, Sadist i całą masę power metalu, od którego bolą zęby. Ale nic, co choćby przypominałoby thrash. Patrząc na okładkę spodziewałem się jakiegoś kiczowatego speed metalu. Zielony wilk z wiertarką w łapie? Dajcie spokój, przecież to nawet bardziej niedorzeczne niż rekin w butach na okładce Redshark! A tu niespodzianka - z głośników płynie mieszanka old schoolowego thrash metalu z Bay Area z cross-overem i muszę przyznać, że całkiem mi się to granie podoba.
Słyszę odniesienia do Municipal Waste, Anthrax i Nuclear Assault, a niektóre fragmenty kojarzą się z Voivod lub nawet Annihilator. Nie jestem odosobniony w tych skojarzeniach, bo w sieci wyczytałem, że niektórzy krytycy nazywają Ural "włoskim Voivod". Głos wokalisty jest dość wysoki. Przypomina mi Blitza z Overkill, Marka Oseguedę z Death Angel, a chwilami nawet Zacka de la Rochę z Rage Against The Machine - zwłaszcza kiedy bardziej skanduje niż śpiewa. Słychać, że muzycy są na wysokim poziomie technicznym i mają dużo pomysłów. Mimo to nie popisują się swoją techniką. Jak na thrash jest tu mało solówek, utwory są krótkie i zwarte, bez zbytnich popisów na gryfie. Taka postawa jest bliższa crossoverowi, a nie klasycznemu thrashowi, w którym muzycy lubią się popisywać umiejętnościami. Ural nie boi się eksperymentów. Dowodem na to jest "Flat Black" - cover... jazzowej kompozycji z 1961 roku! Jeśli chcecie się przekonać jak brzmi solówka na puzonie w zespole thrash metalowym to zachęcam do posłuchania. Ostrzegam jednak, że efekt nie wszystkim przypadnie do gustu.
Thrash metal kojarzy się zwykle z Ameryką i Niemcami. To w tych krajach powstało najwięcej grup, które przeszły do klasyki gatunku. Okazuje się jednak, że jeśli pogrzebie się trochę głębiej to można trafić na mały diament w zupełnie innej części świata. Lubię takie niespodzianki.