Eradikator pochodzi z Birmingham, czyli z miejsca, w którym narodził się heavy metal. "Obscura" to już trzecia płyta Brytyjczyków, ale jak dotąd nie udało im się mocniej zaistnieć na rynku muzycznym. Eradikator rozpoczął karierę jako zespół thrash metalowy, ale na tym wydawnictwie kwartet postawił na zmiany. Czy wyszło mu to na dobre?
Jak to ładnie ujął wydawca - Eradikator narodził się, żeby grać metal, który miażdży słuchacza. Dalej jednak czytamy, że na swojej trzeciej płycie "zespół poszerzył swój repertuar i skupił się na tworzeniu mistrzowsko skomponowanych utworów". To tyle jeśli chodzi o PR, a co to oznacza w praktyce? Moim zdaniem zespół nieco zwolnił, trochę podobnie jak Metallica i Megadeth w połowie lat 90., oraz wprowadził do swojego repertuaru nieco nowych wpływów. Muzyka stała się bogatsza, bardziej rozbudowana i jakby dojrzalsza. Oprócz typowego thrashu czy heavy metalu Eradikator proponuje także wycieczki w stronę doomu, metalu progresywnego, a nawet stoner rocka. Powiedziałbym, że to jest trochę taki melancholijny thrash - jakby Metallicę czy Megadeth zmieszać z Paradise Lost i dodać trochę Amorphis, a może nawet Lake of Tears. Muzyka na tym krążku jest jednocześnie i jednorodna i urozmaicona. Słychać, że korzenie są thrashowe, ale zespół śmiało sięga po elementy doomu ("Eyes of Old"), groove metal ("Revolve"), stoner rock ("I Want to Believe"), a kończący płytę "The Siren Song" to wręcz metal progresywny. W przypadku takiego rozrzutu stylistycznego łatwo wywołać wrażenie chaosu, ale utwory są tak dobrze skomponowane, że brzmią spójnie. Wspomniane wcześniej "Eyes of Old" i "The Siren Song" to wręcz kompozycyjne perełki! Te piękne melodie zostały mi w głowie na długo po wyłączeniu płyty.
Długo się zastanawiałem kogo mi przypomina głos wokalisty Eradikator. Oświeciło mnie w trakcie słuchania kompozycji "Revolve". Mam wrażenie, że Parick Cox brzmi jakby ktoś zmieszał Jamesa Hetfielda z Laynem Staleyem! I to jest podobno jeden z zarzutów ze strony starych fanów zespołu - że Eradikator zamiast grać thrash, brzmi teraz jak Alice In Chains. Nie jest to do końca prawda, choć nie da się ukryć, że pewne podobieństwo jest wyczuwalne. Nie wiem czy pan Cox celowo imituje wokalistę Alice In Chains czy to jego naturalny głos. Mi to za bardzo nie przeszkadza, chociaż chwilę musiałem się przyzwyczajać. Bardziej drażni mnie, że ten głos brzmi jakby "ociężale". To pewnie przez jakieś dodatkowe ścieżki albo inne studyjne sztuczki, na których się nie znam.
Niestety Eradikator nie miał szczęścia z tym wydawnictwem. Zmiany stylistyczne podzieliły zarówno fanów jak i krytyków. Na domiar złego album ukazał się tuż przed pandemią, nie otrzymał odpowiedniej promocji i nie został wsparty trasą koncertową. To spowodowało, że przepadł na rynku, a zespół zamilkł na kilka lat. Mimo to muzycy się nie poddali. "Doszliśmy do wniosku, że kochamy razem grać i tworzyć muzykę. Nawet jeśli robimy to tylko dla siebie i nikogo to nie obchodzi, kochamy ten zespół. Od początku gramy w tym samym składzie i do dziś nie mieliśmy w zespole żadnej większej kłótni. W tej branży jest to tak rzadkie jak ujrzenie jednorożca i teraz doceniamy to bardziej niż kiedykolwiek" - piszą muzycy na swoim blogu. Efektem wytrwałości zespołu ma być nowy krążek, który ukaże się jeszcze tego lata. Myślę, że warto na niego poczekać. A czas oczekiwania umilić sobie słuchając "Obscury".