1. The Sword And The Cross 2. A Better World 3. Neuromancer 4. The Jackhammer 5. Through A Glass, Darkly 6. Strike From The Sky 7. Cage Of Air 8. The Last of My Kind
Warbringer istnieje od 2004 roku, a "Wrath And Ruin" to już ich siódma płyta. Muzycy pochodzą z Los Angeles - miasta, które wydało na świat dużo dobrego thrashu. Czy Warbringer nawiąże do pięknych tradycji takich zespołów jak Megadeth, Slayer, a może nawet Metallica?
Płyta ma mocne otwarcie. "The Sword And The Cross" brzmi tak jakby zespół chciał zmieść słuchacza z powierzchni ziemi. Współgra to dobrze z tekstem utworu, który opowiada o rycerzach plądrujących wioskę na rozkaz króla. Muzyka brutalnie galopuje naprzód i zamykając oczy, niemalże widzi się tych krzyżowców siejących spustoszenie w wiosce u podnóża góry. Niestety, w miarę słuchania kolejnych kawałków przekonujemy się, że Warbringer to nie ta sama półka co Megadeth, Metallica czy Testament. Tamte zespoły oprócz standardowego thrashu potrafiły też zaproponować dodatkowe smaczki. Umiały przełamać schemat i skomponować kawałek, który spodoba się komuś spoza wąskiej grupy maniaków surowego thrashu. Dzięki temu mają na swoim koncie światowe hity. A o Warbringer, poza metalową niszą, mało kto słyszał. A mają już przecież na koncie siedem płyt. Thrash spod znaku Warbringer jest jakiś taki toporny, jakby pozbawiony finezji. Największym hamulcowym zespołu wydaje się wokalista, który cały czas drze się tak samo, bez względu na to jaki utwór wykonuje. O ile sprawdza się to w przypadku krzyżowców plądrujących wieś, o tyle na całej płycie po prostu nuży i sprawia, że wszystkie utwory stają się do siebie bardzo podobne. Myślę, że gdyby pomieszać ich kolejność to nikt by nawet nie zauważył. A szkoda, bo gitarowo jest to całkiem sprawny materiał. Ma fajne, soczyste brzmienie, świetnie słychać wszystkie instrumenty, dobrze brzmi bas, nie brakuje solówek. Szkoda, że ten krzykacz marnuje cały wysiłek swoich kolegów. A usunąć się go niestety nie da, bo jest współzałożycielem zespołu.
Pomimo wymienionych wad warto się jednak zapoznać z tym wydawnictwem. Dla mnie tak prymitywny wokal jest nie do zniesienia, ale są tacy, którzy umieszczają "Warth And Ruin" wśród najlepszych płyt 2025 roku. Może to tylko rzecz gustu?