01. Intro
02. Wolves
03. Silent Night
04. Frozen
05. Gravefire
06. Cold
07. Icefall
08. Inside
09. I Am the Murderer of My Life
10. A Sky That Never Answers
11. Ashen Moon



Choć premiera debiutanckiego albumu Abazus miała miejsce wiosną 2026 roku to korzenie zespołu sięgają o wiele głębiej. Główny twórca Leszek "Abazus" Konklewski, autor powieści fantasy "Dastoreh" od lat 90. ubiegłego stulecia zdobywał najgłębsze poziomy Podziemia tworząc solowo lub współtworząc i udzielając się w wielu grupach jako wokalista, gitarzysta, basista, czy aranżer automatów perkusyjnych. Rozpiętość muzyczna rozciągała się od metalu z dominacją black metalowych form po muzykę elektroniczną - dark ambient/industrial/gothic. Swoją twórczość zaznaczył chociażby w Antiquus, Exitium, Ardor, Diabolic Stench, Ciryam, Wintermoon, Thetragon, Dark Moon, Dead, Goth Raise, Grond i Ladros. A tym razem do zespołu Abazus stanął (nie po raz pierwszy) ramię w ramie ze swoim starszym bratem Tomaszem "Daemonem" Konklewskim, który przez jakiś czas był gitarzystą Antiquus i Thetragon. A obecnie jest gitarzystą w Utopii. Do drużyny dołączyli tajemniczy Xy, który tutaj jest muzykiem sesyjnym oraz Anna wprowadzająca swój delikatny i głęboko melancholijny śpiew. Nie zabrakło także akcentów gościnnych i to nie byle jakich. W utworze "Gravefire" sam Cezar z Christ Agony oraz Beldaroh z Besatt odcisnęli swoje diabelskie piętno. Z zespołem współpracowała także niejaka Evelin oraz Titus z Acid Drinkers chociażby przy teledyskach, które mimo iż powstały przy wsparciu AI to efekt finalny jest całkiem dobry. Chociaż niestety obraz z dźwiękiem nie idą w parze. To sama koncepcja (patrz scenariusz) jest ciekawa.

Przyznam szczerze, że album ten bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Owszem, spodziewałem się black metalu - bardzo szybkiego i drapieżnego, bezkompromisowego. Ale to co usłyszałem przerosło moje oczekiwania... Filmowe, wręcz epickie intro w mistyczno-symfonicznym klimacie z trybalnym akcentem zapowiedziało coś jeszcze bardziej epickiego i jeszcze bardziej symfonicznego, ale w blackmetalowym stylu. Drapieżne riffowanie wzmocnione potężnymi perkusjadami i demonicznymi wokalizami przeplatane z monumentalnymi solówkami oraz ogromem symfonicznych orkiestracji z chóralnymi motywami stworzyły kwintesencję albumu "Subcarpathia". Zaś urozmaiceniem tych bogatych aranżacji były epizodycznie pojawiające się elektroniczne sample oraz bardzo wyraźne folkowe akcenty i wpływy muzyki dawnej, słyszalne nie tylko w melodyce instrumentów klawiszowych i strunowych ale i w śpiewanych żeńskich partiach. Wówczas przy ciężkich gitarowych zwolnieniach wiele fraz brzmiało bardzo monumentalnie. Były też chwile brzmiące bardzo filmowo, niczym z jakiegoś soundtracku.

Muzyka Abazus zderzyła ze sobą dwa światy, a raczej pierwiastki - diabelski i anielski. Agresję i potęgę black metalu z delikatnością i melancholią natchnioną mistycyzmem i muzyką dawną, co było bardzo emocjonujące. Chwilami, takie zestawienie dwóch pierwiastków - niczym męskiego i żeńskiego - przyprawiało o dreszcze ekscytacji lub innym razem, o egzystencjalny smutek. Bywały momenty kiedy muzyka wręcz wzywała do wyrzucenia z siebie najgłębszych agresywnych emocji. Apogeum melancholijnych emocji zderzonych z potężną agresją black metalu był chociażby utwór "Silent Night" - niesamowicie nastrojowy utwór łączący w sobie zarówno rozrywające serce gitarowe, potężne riffy i drapieżne blackmetalowe wrzaski z głęboko melancholijnym delikatnym żeńskim śpiewem, "filmową" melodeklamacją oraz orkiestracjami i samplami. Wspomniany wcześniej utwór "Gravefire" również doskonale scala agresję z melancholią. Ale w zasadzie to tylko przykłady, gdyż każda kompozycja posiada owe cechy.

Kompozycje zawierają ogrom tematów, które odkrywamy po kolejnych odsłuchach. Nie sposób świadomie wyłapać wszystko po pierwszym przysłuchaniu. Z drugiej strony materiał zawiera sporo zapamiętywalnych i łatwo wpadających do głowy momentów (różnych gitarowych, klawiszowych zagrywek czy wokalnych tematów), które sprawiają, że wiele utworów z "Subcarpathia" nabiera cech hitów. Chociażby taki utwór "A Sky That Never Answers" jest bardzo przebojowy, wręcz genialny. Myślę, że koncerty z tymi utworami porwałyby publikę w wir ogromnych emocji. Ale jest jedno ale... Mam nieodparte wrażenie, że w tej muzyce jest sporo AI - być może tylko w klawiszowych orkiestracjach, folkowych dźwiękach i wrzaskach, śpiewach oraz partiach chóralnych. Być może także w perkusyjnych partiach. A nawet może cała produkcja - miks i mastering - powstały przy udziale AI? Co niekoniecznie wpłynęło dobrze na brzmienie i spójność całości. Czasami gdzieś zbytnio w tyle chowają się wokale - wrzaski i growle. Innym razem gitary giną w gąszczu symfonicznych zagrywek lub są mało czytelne. Ach, jakbym chciał się mylić! Znam braci Konklewskich i wiem, że gitary w rękach umieją trzymać z powodzeniem. A i z komponowaniem gitariad nie mają problemów, jak i ze screamami, więc nawet jeśli AI utworzyło całą tę otoczkę, to mimo wszystko gitarowe i wokalne patenty są bardzo dobre. A w globalnym spojrzeniu pomysły na kompozycje zdają się być imponujące. Gdyby materiał ten został nagrany w profesjonalnym studiu nagrań, to z czystym sumieniem album ten postawiłbym obok muzyki Cradle Of Filth, Dimmu Borgir czy Summoning.

Gravefire:



Paweł "Pavel" Grabowski / [ 17.06.2026 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Abazus
Subcarpathia

Abazus - 2026 r.




8,5/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!