01. To the Power of Eight 02. Dead by the Night 03. Faith Focus Finish 04. Falling Down 05. Heads Up High 06. Raise You Horns (Amon Amarth cover) 07. Turn Back Time 08. Run to the Hills (Iron Maiden cover) 09. Hardrock Padlock 10. Thunderstruck (AC/DC cover) 11. From the End 12. I Want It All (Queen cover)
Van Canto to jedna z tych grup, do których ciężko mi podejść na poważnie. 7 muzyków, z których sześciu swoimi głosami imituje instrumenty? Brzmi to trochę jak żart, tudzież intrygujący, jednorazowy eksperyment, a jednak zespół działa już od 2006 roku i wydał po drodze 8 albumów. Ostatnim z nich jest "To the Power of Eight", który ukazał się w 2021 roku za pośrednictwem Napalm Records. Czy materiał przekonał mnie do tej całej "rakkatakki"?
"To the Power of Eight" ("ósmym" jest powracający w roli gościa Philip Dennis Schunke) to osiem zupełnie nowych kawałków i cztery covery. Całość rozpoczyna spokojny utwór tytułowy, pełniący rolę swoistego intro - ładnie rozpisany na poszczególne głosy i jednocześnie trochę irytujący pod koniec basowym "hum!". I to będzie właśnie problem Van Canto na tym krążku: są bowiem świetne linie głównego wokalu, równie znakomite (męskie i żeńskie) chórki... i jest też i ta cała tiki-taka udająca prawdziwe instrumenty, przez którą niekiedy ciężko tego wszystkiego słuchać z pełną powagą. Spójrzmy np. na "Heads Up High": kapitalny wokal, mocny refren, ładnie pracujące w tle chórki (dlaczego właśnie na coś takiego nie stawia grupa?) i psujące klimat "bum-bumowe" linie. Albo power-metalowy "From the End": znów fajny, przebojowy numer (ach ten bridge i refren!), pod koniec którego ciężko nie uśmiechnąć się z pewnym zażenowaniem słuchając "wypiszczanej" solówki.
Zapoznając się bliżej z "To the Power of Eight" co chwilę będziemy przemierzać drogę z nieba do piekła. Zachwycać będziemy się niektórymi fragmentami, by za moment w głowie pojawiła się myśl, że kolejną część kompozycji można było zrobić nieco inaczej (czyt. "lepiej"). Posłuchajcie zresztą balladki "Turn Back Time", w której brakuje tej charakterystycznej "rakkatakki" - brzmi to świetnie! Mieszane uczucia mam również do coverów, z których przecież Van Canto słynie. "Thunderstruck" to pod względem techniki śpiewania majstersztyk, ale czy jest w stanie podskoczyć oryginałowi? No nie. Podobnie jak (trochę niepotrzebny) "Run to the Hills", czy nieco nudnawy (choć później chociaż ładnie chórki pracują) "Raise Your Horns" - brakuje w nich po prostu mocy. Dużo lepiej wypada natomiast "I Want It All". Queen lubił się pobawić się wieloma liniami wokalu - nic więc dziwnego, że taki zespół jak Van Canto poczuł się w ich repertuarze jak ryba w wodzie. Wyszło znakomicie i akurat tego coveru zdecydowanie warto posłuchać!
Podczas zapoznawania się z najnowszym dziełem Van Canto nie mogłem oprzeć się wrażeniu, to byłby to świetny zespół... gdyby posiadał on standardowy skład. Znakomite główne wokale? No są. Wpadające w ucho melodie? No też. Ale jednak ta cała "rakkatakka" sprowadza tę grupę do miana zaledwie "ciekawostki". A gdyby dołożyć gitarę i bas, a głosy wszystkich wokalistów rozpisać na chóry? To by dopiero było coś! Może niech ktoś zrobi cover takiego "Heads Up High", żeby pokazać jak to może zabrzmieć?