01. Sudden Impact 02. A Place for Disgrace 03. Fire Raider 04. Your Last Breath 05. Hypnotized 06. Rip your Bones 07. Whispers of Time 08. Beware of the Shark 09. The Chase 10. Fight the Rules of Power
Siedzieliśmy sobie kiedyś w grupie znajomych w barze popijając piwo i słuchając muzyki. Przeglądaliśmy listę kapel grających na Wacken Open Air. Niektórzy z nas wybierali się na ten festiwal i planowali które zespoły warto zobaczyć, a które lepiej odpuścić. W pewnym momencie jeden z nas stwierdził, że to czy zespół jest warty uwagi można poznać już po jego nazwie. "Nazwa jest jak wizytówka, to jeden z czynników decydujących o odniesieniu sukcesu. Zespoły o głupich nazwach nie mają szans na dużą karierę" - wygłosił znad kufla. "Znajdźcie mi kapelę o głupiej nazwie, która odniosła światowy sukces" - rzucił nam wyzwanie i spokojnie zajął się swoim piwem. Choć bardzo się staraliśmy, to podważenie teorii kolegi zajęło nam co najmniej trzy kwadranse. Dopiero parę piw później ktoś znalazł w końcu lukę w tej teorii. Wydobył z czeluści pamięci zespół, który zrobił światową karierę mimo głupawej nazwy.
- Jaki? - zapytaliśmy niemal chórem. - KISS! - odparł z wielką satysfakcją, a my wiedzieliśmy, że ma rację.
Głupszą nazwę ciężko znaleźć. A jednak te cztery klauny zrobiły karierę, o której inni mogą tylko pomarzyć. Wspólnie uznaliśmy jednak, że "reguła głupiej nazwy" działa, a Kiss to wyjątek który ją potwierdza.
No i co ja mam teraz począć z tą recenzją? Tutaj mamy przecież combo - nie dość że głupawa nazwa to jeszcze taka sama okładka! Wyobraźcie sobie, że zespół nazywa się Czerwony Rekin, a na okładce swojej płyty umieścił wielką rybę, która kroczy ulicą w wojskowych butach i wali pięścią w asfalt. Nie żartuję - spójrzcie obok. No cóż, pozostaje tylko sprawdzić czy muzyka jest tak samo głupawa jak wizerunek zespołu.
Nie wiedziałem jaką muzykę gra Redshark. Postanowiłem tego wcześniej nie sprawdzać. Włączyłem płytę w ciemno, bez jakichkolwiek oczekiwań. Bo w końcu czego można oczekiwać od napompowanego czerwonego rekina? Moja ocena zmieniała się w miarę słuchania. Na początku pachniało thrashem, potem klasycznym heavy, a ostatecznie stanęło w okolicach power metalu. Pierwszy utwór nie zrobił na mnie większego wrażenia. Typowy przeciętny retro metal na speed metalową modłę. A to przecież utwór tytułowy. Dalej może więc być jeszcze gorzej - pomyślałem. Ale tu spotkało mnie zaskoczenie. Kolejne utwory - "A Place for Disgrace", "Fire Raider" i "Your Last Breath" - okazały się naprawdę dobre. Zespół balansuje w nich gdzieś między heavy a thrash metalem i robi to z dużą swobodą. Po piątym w kolejności kawałku "Hypnotized" musiałem się przyznać przed samym sobą - Czerwony Rekin gra całkiem sensowną muzę! Duża w tym zasługa wokalisty Pau Correasa. Jego głos mieści się gdzieś pomiędzy Dickinsonem, Halfordem i Ralfem Scheepersem. Umie śpiewać zarówno czysto jak i z pazurem, ale co najważniejsze - potrafi świetnie poprowadzić utwór. Jak ryba w wodzie (!) czuje się zarówno w klasycznym heavy metalu spod znaku NWOBHM jak i w bardziej thrashowych czy speed metalowych fragmentach. Ten wokalista to największy atut zespołu. Prawdziwy rekin mikrofonu - można by rzec.
Druga połowa płyty wydaje mi się nieco słabsza. Nie wszystkie utwory są tak dobre jak te pierwsze, jakby muzykom trochę brakło inwencji twórczej. Ale na koniec dostajemy petardę w postaci "Fight the Rules of Power". Swoim przesłaniem przypomina mi stare "wolnościowe" hymny wczesnego Running Wild, których słuchałem w liceum. Na chwilę znów poczułem się młody. Mówią, że przysłowia są mądrością narodów. Powinienem sobie dziś przypomnieć jedno z nich. Które? Ano - nie oceniaj książki po okładce!