Wampiry z Helsinek może i mają już 40 lat, ale niczym prawdziwe dzieci nocy - w ogóle się nie zmieniają. Od momentu założenia w zasadzie działają w tym samym składzie - jeno Jussi 69 dołączył w 1992 roku. Trzymają się więc mocno, regularnie dostarczając światu potężną dawkę zabarwionego gotycką czernią rock'n'rolla. Ich najnowszą muzyczną propozycją jest EP "I Survive", wydana za pośrednictwem BLKIIBLK. Jest tu jakaś rewolucja?
Najmłodsze wydawnictwo The 69 Eyes składa się z czterech kawałków, w tym jednego covera. Rozpoczynamy klasycznie, a więc szybkim, przebojowym, ładnie prowadzonym przez bas Archziego "I Survive". To utwór prosty w konstrukcji, ale kończący się fajnym zwolnieniem, podczas którego można rozpływać się nad śliczną, emocjonalną solówką samego Steve'a Stevensa. Jest dobrze. Narzekać nie można także nad przeróbką kompozycji legendarnego Thin Lizzy. Niemal heavy metalowy "Cold Sweat" pokazuje bardziej drapieżne oblicze Wampirów, zwłaszcza Jyrkiego 69, do którego głębokich, pływających wokali wkrada się charakterystyczna chrypka. Zwarta perkusja, gitarzyści bawiący się w sekcji "solówkowej" - zadowoleni będą zarówno fani Finów, jak i Irlandczyków. W "In the Misery" i "Devil's Rose" udajemy się już za ocean: oba kawałki są bowiem bardziej "amerykańskie", stonerowe w swym brzmieniu. Ten pierwszy nieco zwalnia, ciągle jednak zostając w głowie - głównie dzięki pracy Baziego i Timo-Timo w zwrotkach. Jeszcze tylko gdyby solówka bardziej rzucała na kolana. Zamykający całość "Devil's Rose" utrzymany jest w podobnym klimacie, ale sam kawałek jest już wyraźnie mocniejszy - słychać, że były gitarzysta Monster Magnet nie znalazł się tutaj przypadkowo. Cieszy przede wszystkim tło, w którym da się wyłapać nawet i przypominające organy Hammonda klawisze.
"I Survive" nie jest jakimś pokaźnym wydawnictwem - jego łączny czas trwania oscyluje bowiem w okolicy 15 minut. Jeśli ma pokazywać kierunek, w którym podążają obecnie fińscy rock'n'rollowcy, no to... tutaj zaskoczenia nie ma. Muzycy The 69 Eyes twardo trzymają się wypracowanego lata temu stylu i nie w głowie im eksperymenty. I w sumie dobrze, bo jeśli coś działa bez zarzutu, to nie ma sensu tego naprawiać, co nie?