Choć pierwszy raz słyszę o tym zespole z Bielska-Białej, to znam twórczość kapel C4 i Moanaa, w których to grywali niektórzy muzycy VerminKing, czyli Łukasz Tomiczek (bas), Dominik Styks (perkusja), Grzegorz Borodeńko (gitara), Maciej Mazur (gitara) i Krystian Kozłowski (wokale). Z listu dołączanego do CD dowiedziałem się, że czeka mnie przeprawa przez death/grind. Przyznam się, że ostatnio bardzo rzadko zdarza mi się brnąć w tą stylistykę. Aczkolwiek był czas, gdy dźwięki Napalm Death, Carcass czy Brutal Truth często chodziły mi po głowie, dewastując moje komórki nerwowe. A było to emocjonujące uczucie. Lecz dzisiaj mniej emocjonalnie podchodzę do tego gatunku i ze sceptycznym nastawieniem zapoznałem się z muzyką VerminKing.
I pierwszym na co zwróciłem uwagę, było brzmienie gitar i basu - oczywiście potężne, ze zfuzowanym basem i może nieco jakby "szwedzkie", co trochę skojarzyło mi się z pierwszymi albumami Entombed. Lecz to tylko jedna z cech VerminKing, którą ja subiektywnie odczułem. Muzyka choć opiera się na średnio szybkich, agresywnych tempach, to zawiera mocniejsze przyspieszenia, które przeplatają się z miażdżącymi zwolnieniami. Dodatkowo w tym muzycznym gąszczu usłyszymy elementy d-beat z charakterystycznymi perkusyjnymi rytmami albo death'n'rollowe patenty. Przez co całość ciekawie wpada w ucho. Bo nie jest to zwykła agresywna naparzanka. Owszem, są chwile z prostym naparzaniem, takim pierwotnym, bez kompromisu. Ale są też momenty bardziej techniczne - zarówno gitarowo jak i perkusyjnie. A zmienne tempa znacząco różnicują aranżacje, które są wzbogacone o gitarowe solówki i melodyjne akcenty. Jednak nie są to słodkie melodie, a mroczne i klimatyczne.
I jak to w tego typu muzyce bywa musi być także różnorodność wokalna. Oczywiście pod względem wokalnego ekstremum. W VerminKing dominują growle, różne - od tych głębokich po te w wyższych tonacjach. A przeplatają je drapieżne, zwierzęce wrzaski, więc to świadczy o dużych zdolnościach wokalisty. Ale to nie wszystkie emanacje tego śpiewaka, gdyż epizodycznie usłyszymy nawet pig squeal. A to już wyższa szkoła jazdy. Wyższy poziom szarpania za struny głosowe i pracę przepony. I to jest kolejny kamień milowy, który podnosi wartość albumu.
VerminKing swoim debiutem pokazał, że współczesny death/grind to już nie tylko tak zwana sieka, czy młócka - jak kto woli. To muzyka przemyślana i starannie zaaranżowana.