1 Calibration / Digital Decay
2 Another Marionette
3 Freezing Hell
4 Pariah Parish
5 From the Corners (Tindalos)
6 Blackest Magics
7 Post Human
8 Wreck 'n' Rule



Poszukując odpowiedzi na pytanie o kondycję współczesnego thrash metalu zawędrowałem aż do Norwegii. To tam się w ogóle gra thrash? - zapytać mógłby ktoś. Okazuje się, że tak. Rioter to nie jest kolejna black metalowa horda wrzeszcząca o podpalaniu kościołów. Czwórka młodych Norwegów uprawia najprawdziwszy thrash metal. I to taki spod znaku wczesnego Megadeth, Annihilator czy Sodom. Zespół powstał już w 2019 roku, ale dopiero teraz wydał pierwszą płytę. Przyjrzyjmy się jej bliżej.

Album otwiera akustyczne intro w starym stylu, do którego płynnie dołączają "elektryki". Od samego początku słyszę to co lubię - żywe brzmienie zespołu. Może jest ono trochę "piwniczne", zbyt surowe, ale najważniejsze, że czuć w nim życie. Nie jest tak sterylne jak kilka ostatnich płyt Megadeth czy Annihilator. Czuć lekki zaduch starej piwnicy i starego thrash metalu. Rioter nie kryje się ze swymi inspiracjami. Na swojej stronie wprost ogłasza - gramy old schoolowy thrash metal ociekający nostalgią do lat osiemdziesiątych. Ale ta nostalgia nie jest na szczęście jakaś przesadna. Zespół nie przekracza granicy, za którą jest już tylko odtwórcze kopiowanie dokonań starych mistrzów gatunku. Muzyka Rioter nie wybiega za bardzo poza obręb klasycznego thrashu, ale trzeba przyznać, że jest ona urozmaicona i nie nudzi. Gitarzyści świetnie sobie radzą z technicznym materiałem, chwilami zdradzając nawet pewne progresywne zainteresowania. Wokalista operuje gdzieś pomiędzy Venom, Destruction, a Sodom. Jego głos nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale już sam brak growlu jest w dzisiejszych czasach dużym plusem. Dwie kompozycje zdecydowanie wyróżniają się z całej płyty. Najbardziej podoba mi się utwór "Pariah Parish". Jest idealnie wyważony między prymitywną surowością, a wartością muzyczną. Wokal brzmi chwilami jak Venom, a czasem jak Randy Rampage z Annihilator. Nośny, skandowany refren i energetyczny riff na długo zapadły mi w pamięci. "From The Corners" to z kolei najbardziej rozbudowana kompozycja na płycie. Wolny początek budzi lekkie skojarzenia z Alice In Chains, w środku czuć mocną inspirację wczesną Metalliką, a ciekawym motywem na basie popisuje się... nasz rodak Olaf Petelicki. Płytę zamyka zagrany z przymrużeniem oka "Wreck 'n' Rule". To trochę taki pijacki rock and roll, który pewnie dobrze się sprawdza na imprezach.

Po pięciu latach walk i przetasowań składu zespół zdecydował się wydać debiutancki album własnym sumptem. Mam nadzieję, że "Legalized Mind Control" spotka się z uznaniem fanów, a następne wydawnictwo Rioter pojawi się na rynku pod flagą jakiejś dobrej wytwórni. Ci chłopcy zasługują na danie im szansy.

Pariah Parish:



Jarek Z / [ 29.04.2026 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Rioter
Legalized Mind Control

Rioter - 2026 r.




7/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!