1. Idź precz!!! 2. Od Edenu na wschód 3. Złem wieje ze wschodu 4. Takie miejsce na ziemi 5. Dzieci Czarnobyla 6. Syberiada 7. Strach 8. Godzina diabła 9. Jeszcze się spotkamy
Thy Worshiper powstał w 1993 roku we Wrocławiu. Ale ja poznałem ich muzykę w 1996 roku na festiwalu Shark Attack w Białej Podlaskiej. Wówczas ich muzyka łącząca death/black metal z elementami muzyki etnicznej wywarła na większości bardzo duże wrażenie. Wspólne zdjęcie (analogowe) z zespołem było jak relikwia. I tego samego roku mogłem już słuchać na kasecie ich pierwszy album "Popiół (Introibo ad Altare Dei)". Jednak i tego roku zespół rozpadł się, by dziewięć lat później dokonać reaktywacji. Ale w zmienionym składzie. Jedynym pierwotnym członkiem był (i w zasadzie jest) Marcin Gąsiorowski - wokalista, gitarzysta. Po powrocie zespół nagrał pięć albumów i - jak to w życiu bywa - w międzyczasie zmieniał skład. Po pięciu latach od ostatniego albumu "Bajki o staruchu" Thy Worshiper przerwał milczenie i w zmienionym składzie wydał "Demony Wschodu". Tym razem perkusją ponownie zajął się Bartosz Maruszak (w latach 2014-2018 nagrywał albumy "Czarna dzika czerwień" i "Klechdy"). Zaś perkusjonaliami i ludowymi instrumentami (djembe, yaybahar) - Tomasz "Grabaż" Grzesik. Drugą gitarą - Dariusz Kubala (z Molekh), basem - niejaki Adam. A wokalistkę Monikę Lubas zastąpiła Eliza Ratusznik z Narbo Dacal.
Choć muzyka Thy Worshiper zawiera w sobie elementy black metalu, czy jak ktoś może woli - pagan metalu, to w większości nie są to banalne rozwiązania aranżacyjne. Owszem w utworach "Demony Wschodu" przewijają się szybkie gitarowe riffy (o stylowej blackowej melodyce) i perkusyjne blasty oraz krzycząco-growlujące wokale. Jednak złowieszcze arpeggia (na przesterowanych gitarach), klimatyczne pasaże oraz psychodeliczne gitarowe melodie (na przykład z użyciem tremola) sprawiają, że muzyka nabiera większego rozmachu artystycznego. Każdy utwór jest dość gęsto utkany w różne tematy muzyczne, które są zmienne, czasem zaskakujące. A na pewno są synkretyczne w rozumieniu łączenia nastrojowych elementów muzyki etnicznej z agresywną muzyką metalową. Folkową atmosferę tworzą perkusyjne rytmy, etniczne instrumenty, na których grane są akcentujące dźwięki lub krótkie melodie. Ale przede wszystkim folkowy prym wodzą żeńskie wokalizy, śpiewy oraz zaśpiewy (zazwyczaj w melancholijnym tonie) dość gęsto wkomponowane w całe instrumentarium. Połączenie agresywnych gitar i growlujących wrzasków ze śpiewem wokalistki tworzy bardzo ciekawe połączenie. Ponadto szczypty folkowego artyzmu dodają także męskie melorecytacje i śpiew. Są także momenty neofolkowe, bardzo klimatyczne - bez metalowych riffów. Dopełnieniem całości są folkowe liryki, w wielu miejscach natchnie mistycyzmem.
Album natchniony jest wybuchową agresją przemieszaną z melancholią. Także wyczuwa się jakieś cechy dramaturgii. Raczej nie jest to standardowa muzyka. Ale w dzisiejszej dobie wiele grup pozwala sobie na coraz śmielsze eksperymenty aranżacyjne, aż do granic absurdu, czego - na szczęście - nie osiągnął Thy Worshiper. Pomimo tych minionych lat i personalnych zmian zespól nie stracił swojego ducha, jaki pamiętam z koncertu w 1996 roku.