Podobno nazwa Galibot pochodzi od określenia dzieci wysłanych do pracy w kopalniach północnej Francji, skąd także pochodzi ten zespół, który połączył tematykę czarnego węgla z czarnym metalem. Obecnie zespół tworzony jest przez pięć osób. Wokalistkę Agathę Boulanger, wokalistę i gitarzystę Thomasa Deffrasnesa, basistę Clémenta Joly i perkusistę Robina Grabmanna. W 2024 roku Galibot wydał debiutancki album "Euch'mau Noir" (w języku Ch'ti tłumaczonym jako "Czarny Diabeł"). Dwa lata później, przy współpracy z łowcami francuskiego black metalu - Les Acteurs de L'Ombre Productions - grupa wydaje nowe aranżacje tych utworów. Poddano je nowemu miksowi oraz masteringowi i nadano im tytuł "Euch'Mau Noir bis", dodając jeszcze na nowo nagrany utwór "Schlamms" z demówki. Album ukazuje obraz Północy, jako krainy mrocznych legend i ludzkich tragedii (górników ukształtowanych przez kopalnie), a także nawiązuje do lokalnych katastrof. Intro, które wprowadza słuchacza, nawiązuje do pracy w kopalni.
I skoro mowa o Północy to black metal Galibot rzeczywiście jest bliski temu "północnemu" black metalowi. W swoich aranżacjach zespół czerpie garściami z patentów charakterystycznych dla II fali black metalu, która właśnie podochodziła z Północy (tyle, że ze Skandynawii, by nie wskazać palcem Norwegii). I tak szybkie oraz ostre gitarowe riffy nieustanne młócą, prawie bez wytchnienia, tworząc tą specyficzną melodykę - mroczną i delikatnie melancholijną. Jeśli są chwile zwolnień tempa i gitar, to są klimatyczne, z dozą złowieszczości. Kompozycje nie są zaskakujące muzycznie, zachowują kanony, więc celowane są w stronę czarnych ortodoksów. Oczywiście grane są z silnymi emocjami. Agresja i złość z nutą beznadziei opanowuje te emocje.
A wrzask Agathe klasycznie wpasowuje się w tą blackmetalową furię, więc nie ma żadnego zaskoczenia. Ta niepozorna blondynka potrafi nieźle wstrząsnąć swoją wokalną charyzmą. Chwilami kolega Thomas wspiera ją swoim krzyczącym słowem. Wszystko jest tak jak powinno być w północnym black metalu. Ale ciekawostką (liryczną i muzyczną) w tym black metalu jest utwór "Barbara" hołdujący kult Świętej Barbary - patronki górników, w którym poza blackowymi screamami usłyszymy, czysty, kobiecy melancholijny śpiew.
... Czyli diabły stają się już niemodne, wręcz banalne, więc chcąc nie-chcąc, black metal ulega progresowi także lirycznie... A diabły? Zauważyłem, że uciekają coraz częściej do rapu i popu... I krzyżyk im na drogę!