1. Gengis Khan (The Gengis Khan Song To End All Gengis Khan Songs)
2. Feet & Greet
3. Iride
4. Kotlin



Może trudno będzie Wam w to uwierzyć, ale prześmiewcy z Nanowar of Steel już od dłuższego czasu nagrywają płyty, których... da się słuchać. Może i zaczynali od mało subtelnych przeróbek Iron Maiden czy innych Manowarów, może i od czasu do czasu flirtują z repertuarem totalnie niemetalowym, ale jak już zaczynają robić sobie jaja z naszego ukochanego gatunku, to jest to dość ładnie poukładane. Głupie pod względem tekstów, ale jednak do warstwy instrumentalnej przyczepić się ciężko. Czy nie inaczej jest na ich najnowszej EP-ce?

Mini-album o przydługim tytule "The Genghis Khan EP to End All Genghis Khan EPs" (czyżby nawiązanie do poprzedniego albumu Sabaton?) ukazał się w dość konkretnym celu, a mianowicie promocji wspólnej trasy z mongolskim Uuhai. Wydawnictwo wyraźnie dzieli się na dwie części: tę mniej poważną i tę... jeszcze mniej. Zarówno "Genghis Khan (The Genghis Khan Song to End All Genghis Khan Songs)", jak i "Feet & Greet" to czysta zabawa formą i konwencją. Utwór prawie tytułowy posiada wszystko to, co powinien posiadać mongolski hymn spod znaku (wspomnianych zresztą w tekście) The HU i Uuhai, tyle że w wersji... bardziej pokracznej. Mamy fragmenty przezabawnie wydłużane przez wokalistę, nie mogącego dojść do pointy, jest obowiązkowy gardłowy śpiew i okropna melodia stylizowana na morin chuur, której później nie da się wyrzucić z głowy. "Feet & Greet" z kolei początkowo obiecuje industrialną zabawę w stylu Rammstein tylko po to, by szybko przejść we wpadające w ucho, dyskotekowe rytmy spod znaku Amaranthe, Electric Callboy czy Alestorm (tutaj kłania się chociażby "Treasure Chest Party Quest"). Troszkę ze wstydem przyznaję: nóżka tupie.

Co by się jednak stało, gdyby Nanowar of Steel stworzyło bardziej poważne pod względem formy numery? Odpowiedź przychodzi wraz z "Iride" oraz "Kotlin". Oczywiście, teksty ciągle są tu niepoważne: ten pierwszy to pieśń sławiąca włoski system satelitarny, ten drugi natomiast nie może nachwalić się języka programowania od JetBrains. Muzycznie to jednak power metal, którego nie powstydziłyby się kapele pokroju Helloween, Freedom Call czy Rhapsody. W "Iride" ładnie tną gitary (choć gitarzysta jeden), Carlo wyje niczym Kiske, są chórki, jest wpadający w ucho refren, a sekcja solówkowa to wypisz wymaluj Weikath/Gerstner/Hansen. "Kotlin" wcale nie upada daleko od jabłoni, tyle że do tego power metalowego soku wpada też szczypta Blind Guardian - głównie przez bardzo dużą ilość chóralnych, przesadnie epickich partii. Gdyby stworzyć do tych dwóch kompozycji poważniejsze teksty (no wiecie, o wojowniku walczącym ze smokami, czy wyrywającemu niewiasty z rąk barbarzyńców) i wypuścić te 30 lat temu to mielibyśmy klasyki. A tak mamy... Nanowar of Steel. W całkiem ciekawej odmianie.

Jak na małe wydawnictwo powstałe niejako "przy okazji", to EP "The Genghis Khan EP to End All Genghis Khan EPs" okazuje się zaskakująco... kompetentne. Dostajemy cztery kawałki, które zostają w głowie i których (o zgrozo!) fajnie się słucha. Minus? Wersja fizyczna mini-albumu dostępna jest tylko i wyłącznie w formie 12-calowego winyla. Jasne, mam do Włochów pewien sentyment, doceniam wkład pracy (i talent) włożony w ten nowy materiał, ale czy wydałbym ponad 100 złotych na (różową!) płytkę? Po pijaku i na koncercie? Może. Na trzeźwo? W życiu. Do "cyfrówki" powrotu jednak nie wykluczam.

Tomasz Michalski / [ 04.04.2026 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Nanowar of Steel
The Genghis Khan EP to End All Genghis Khan EPs

Napalm Records - 2026 r.




-/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!