1. We Are the Kings
2. Life is Lie
3. Blasphererion
4. Everlasting Love
5. God Satan Nonsense
6. Kon Dor



Sięgając po płytkę z logo MOANS Music wiem, że należy spodziewać się... niespodziewanego. Pod skrzydłami tego niezależnego wydawcy pojawiają się dźwięki wymykające się wszelkim próbom klasyfikacji. Ekstremalne formy nierzadko łączą się u nich z elektroniką, jazzem i wszystkim, co po drodze. Dlatego pewnym zaskoczeniem była dla mnie ostatnia propozycja ze stajni Andrzeja Choromańskiego (Atrocious Filth). Zamiast eksperymentów mamy klasyczny death metal. Zamiast patrzeć w przyszłość dostajemy... lekcję historii.

Kingdom of the Lie to kapela, której korzenie sięgają 1990 roku. Internet twierdzi, że krótko działała pod nazwami Necrosoul i Blasphererion, by ostatecznie osiąść na nazwie, o której dziś mówimy. Niestety jej historia była krótka, ponieważ zakończyła się w 1994 roku. Panowie zostawili po sobie jedną, nagraną w Olsztynie, wydaną tylko na kasecie magnetofonowej demówkę, która w kręgach miłośników polskiego death metalu zyskała jednak status legendarnej. Teraz materiałem tym możemy się cieszyć zarówno na CD, jak i winylu. Obie wersje prezentują się przepięknie, ale to tę na czarnym krążku był rekomendował. Dlaczego? Ponieważ przygotowana przez Andrzeja Kuziołę oprawa jest tak bogata w szczegóły, że po prostu w takim formacie robi większe wrażenie. Wijące się w mieszaninie bólu i ekstazy postacie na froncie, oślizgłe demony w środku (przypominające prace H.R. Gigera), dodatkowa wkładka z grafiką bazującą na głównym artworku wraz ze składem i podziękowaniami - to niesamowite ile pracy włożono w odświeżenie tak relatywnie mało znanego materiału.

Muzycznie na "About the Rising Star" zamykamy się w granicach 23 minut. Mamy 6 kompozycji, utrzymanych w takim wczesnym, klasycznym death metalowym stylu. Wokalnie jest poprawnie: do niskich growli Daniela Ejmonta nie ma się co czepiać, choć gdyby grupa pokusiła się o pełny album, to na nim spodziewałbym się już nieco większej różnorodności. W samych kompozycjach pojawiają się riffy, które potrafią zostać w głowie, jak np. w "We Are the Kings", czy "Blasphererion", które zresztą zespół potrafi niespodziewanie zastąpić innymi, równie ciekawymi. Podoba mi się też hałasowanie drugiego wiosła - zwłaszcza w "Everlasting Love" i "Kon Dor" chlaszcze ono słuchacza prostą, ale charakterystyczną zagrywką. Pewnym urozmaiceniem są też nieco wysunięte do przodu w miksie "leady", czy też jak w przypadku ostatniego numeru: wręcz pełnoprawna, szybciutka solóweczka. I jeśli te popisy przypominają Wam stylem zespół Vader, to macie rację, ponieważ to właśnie Peter we własnej osobie postanowił pomóc kolegom w tym temacie.

Dominują średnia tempa, choć w niektórych kompozycjach (jak np. w "Everlasting Love") Marcin Matysiak potrafi się ładnie rozpędzić. Miejscami na dłużej, innym razem na krócej. Mi osobiście brakowało jednak jednej całej, szybkiej kompozycji, która przecięłaby to ciężkie, ale trochę zbyt jednostajne łojenie. Ogólnie jednak pod względem muzycznym jest nieźle i widać, że był w Kingdom of the Lie potencjał. Tym bardziej więc szkoda, że po kapeli została tylko demówka, która... brzmi jak brzmi. Czyli jak nagrana za psie pieniądze kaseta z 1993 roku. Miejscami instrumenty potrafią zlewać się w jedną, bezkształtną masę, innym razem jakby delikatnie siadała głośność na sekundę czy dwie, a "Everlasting Love" kończy się tak niespodziewanie, że można podejrzewać uszkodzenie materiału źródłowego. No i nie można zapomnieć o perkusji, wydającej miejscami dźwięki jakby Matysiak uderzał w blachodachówkę. Trzeba się do jej dźwięków przyzwyczaić, w czym na szczęście pomaga sam zmarły w 2022 roku muzyk: bo może i brzmienie słabe, ale same partie pod względem technicznym robotę robią.

Przyjęło się myśleć, że polski death metal wykuł w otchłani piekieł Vader. Generalnie tak, ale demo Kingom of the Lie pokazuje, że nie tylko inne kapele dokładały swoją cegiełkę do budowy polskiej sceny ekstremalnej, ale też i to, że i sam lider nurtu wyciągał pomocną dłoń. Może i kapela nie pociągnęła zbyt długo. Może i nie osiągnęła na demówce pełni potencjału. Może i całość brzmi jak coś wyciągniętego z piwnicy. Ale i tak warto po tę przepięknie wydaną demówkę sięgnąć. To historia, którą warto pielęgnować.

Tomasz Michalski / [ 02.04.2026 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Kingdom of the Lie
About the Rising Star

MOANS Music - 2025 r.




-/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!