Ten międzynarodowy duet Pincer Consortium rozpoczął swoją egzystencję w 2019 roku, gdy losy dwóch doświadczonych muzyków skrzyżowały się w Belfaście. Wówczas panowie Maciek Pasinski (Qip, Scald, ex-Sirrah, ex-TheMANcalledTEA) oraz Pete Dempsey (Scald, ex-Crisistianity, ex-T.V.P., ex-The Dagda) postanowili połączyć swoje koncepcje. Ostatnim ich tworem został Pincer Consortium, którego debiutancki album wydała nasza rodzima wytwórnia Deformeathing Production. Płyta została wydana jako 6-panelowy digipack z 20-stronicowym bookletem oraz kodem do pobrania albumu w wersji cyfrowej (w tym ponad 400 stronicowym artbookiem). Jeżeli ktoś zna któryś z powyższych zespołów/projektów, ten domyśli się, że muzyka Pincer Consortium nie jest typowa, klasyczna (w rozumieniu gatunków metalu), ani łatwa w odbiorze. Myślę, że specyficzny sposób kreacji tematów i schematów dźwiękowych każdy z muzyków ma tak głęboko zakorzeniony w swoim umyśle czy jak kto woli - we krwi, że zapewne tworzenie tak pokrętnej muzyki metalowej wychodzi im spontanicznie.
Bardzo trafnie opisuje muzykę sama wytwórnia jako "hiper-progresywny, industrialny, death-black metalowy zestaw zawiłych, przytłaczających utworów". O tak! Zdecydowanie jest to coś hiper-progresywnego w industrialnym death-black metalowym wydaniu. Każdy utwór zawiera multum potężnych gitarowych dźwięków, progresywnych i technicznych riffów, koegzystujących z "żywo" zaprogramowanym rytmizerem perkusyjnym (pełnym niemiłosiernych blastów). Dźwięki te stale ewoluują, dynamicznie ulegając przekształceniom i gęsto wypełniając przestrzeń. Przestrzeń, w której dominują nakładane na siebie wokalizy, często zlepiając ciężkie growlingi i zmodyfikowane wokale ze złowieszczymi szeptami, melorecytacjami a nawet czystymi wokalami lub rzadziej śpiewem, czy monumentalnymi chóralnymi motywami. Natężenie liryk również jest gęste. A industrialnego klimatu w wielu miejscach nadaje specyficzny mroczny, zimny, kosmiczny, postapokaliptyczny lub odhumanizowany klimat, a także rytmika oraz elektroniczne sample.
Tak bogato natężoną muzykę, niczym masywną ścianę dźwięku chwilami łagodzą spokojniejsze momenty, w których usłyszymy melancholijny śpiew, gitarowe melodyjne akcenty, sola, czy sample pianina i jakby jazzujące melodie. Jednak zazwyczaj te chwile, jeśli nie nastrajają melancholijnie to przerażają swoją psychodelicznością, swoim mrokiem. Emocje jakie towarzyszą są skrajne. Agresja, bunt, także lęk, ale i smutek, zwątpienie, a nawet jakiś dziwny spokój. Tego typu atmosfera i melodyka bardzo mocno wchodzą w rejony post-metalu. Tym bardziej gdy symultanicznie rozbrzmiewają ciężkie gitarowe riffy i klimatyczne melodie.
W pierwszym odbiorze album "Geminus Schism" może wydawać się wręcz schizofreniczny, w którym występuje brak logiki aranżacyjnej, rozkojarzenie tematyczne i mnóstwo halucynacji dźwiękowych. Jednak wszystko jest dokładnie "zaprogramowane", każdy dźwięk i każdy wers. Tego albumu należy słuchać świadomie. W przeciwnym razie ta monumentalna ściana dźwięku zmiażdży nas bezlitośnie.