Ten izraelski band istnieje od 2004 roku. Grupę tworzą Michael Rosenfeld, Boris "Mahoni" Litvar, Uzi Eliyahu oraz Rustam Safaraliev (który po nagraniu tego albumu zakończył współpracę z zespołem). Muzycy bardziej odważnie stąpają po aranżacyjnych bezdrożach szeroko pojętej muzyki rockowej, czerpiąc również z inspiracji muzyką folkową (Bliskiego i Dalekiego Wschodu). Inteligentnie łączą dźwięki tradycyjnego rockowego instrumentarium z niekonwencjonalnymi (folkowymi) instrumentami, typu sitar, tanpura, flet, skrzypce, i inne.
Tym razem serwują nam swój czwarty album "Black & White Times", w którym zespół deklaruje (przynajmniej na tą chwilę) zmniejszenie wpływów progresywnego rocka na korzyść bardziej klasycznych tematów w stylu hard rocka, post-grunge a nawet stoner rocka. Mimo wszystko, instrumentalnie nie udało się im uciec od progresywnych wspływów, melodyki i rozbudowanej rytmiki i zagrywek gitary basowej. Niby jakby inaczej można by było połączyć ze sobą te trzy gatunki muzyki rockowej wraz z azjatyckim folkiem? Z jednej strony usłyszymy energiczne tematy, przywołujące wspomnienia o muzyce Deep Purple czy Led Zeppelin. Zwłaszcza gdy dołączą organowe melodie lub dźwięki sitaru, z dość wysokim śpiewem wokalisty. A z drugiej strony wtopimy się w lekko melancholijny, mroczny nastrój grunge'owych melodii w stylu Alice In Chains czy Soundgarden. Trzecią stroną (bo mówimy o muzyce trójwymiarowej) są dość ciężkie (jak na rocka) psychodeliczne zwolnienia i dość ciężkie melodie (nawet ze zfuzowanym basem), które prawdopodobnie przypadłyby do gustu fanom Black Sabbath.
Choć tematyka aranżacji jest różnorodna, bogata w gitarowe solówki, a muzyka i rytmika są dosyć zmienne to wszystko jest spójne. Tematy zmieniają się bardzo płynnie, a wiele z nich łatwo wpada w ucho i sprzyja wczuwaniu się w całość. Muzyka potrafi dynamicznie wzbudzać się. Innym razem spokojnie płynąć. Natomiast elementy muzycznego folkloru serwowane są z umiarem, raczej goszczą w tej muzyce niż ją dominują. Ale wówczas nadają całości ciekawej atmosfery, trochę takiej w stylu retro, jak za czasów hippisów w latach 60-70. Jedynie zastrzeżenia jakie mógłbym mieć, to do niektórych partii wokalnych w wysokich rejestrach, które jakby nie do końca wchodzą na swój poziom. Chociaż nie wszystkie linie melodyczne są proste i schematyczne. Poza tym chórki dodatkowo ubarwiają schematy wokalne. Album ten lirycznie eksploruje różne tematyki, między innymi wojen, którymi dotknięte są obecnie Izrael i Ukraina, czy po prostu relacji międzyludzkich lub zdrowia psychicznego.
Shadow Rebels bardzo ambitnie podchodzi do komponowania tworząc interesujący portal muzyczny w czasie i w przestrzeni.