1. Under the Skies of Gehenna
2. Altar of the Lost Firmament
3. At the Court of the Seven Hills
4. Through the Blackwater Valley
5. As the Shadow Pass the Days
6. Eclipsed by the Palm of Hamsa
7. Requiem of the Dark Ages
8. In the Sign of Stygian Watchers



"Carmina Belli Apocalypsis" to debiutancki krążek włoskiej grupy Valadier. Oryginalnie pojawił się cyfrowo jeszcze pod koniec roku 2023, jednak parę miesięcy później jego zawartość dzięki Black Mass Prayers trafiła na nośniki fizyczne. Solidny jewelcase, klimatyczna, przypominająca malarstwo średniowieczne okładka, utrzymana w podobnym tonie książeczka - jest nieźle. A jeśli gdzieś z tyłu macie delikatne poczucie déjà vu, to macie rację: recenzowałem już pierwszą płytkę innej włoskiej ekipy, również inspirowaną wiekami ciemnymi, również wypuszczoną za pośrednictwem Black Mass Prayers i (nie zgadniecie!) nagraną w praktycznie tym samym składzie.

Zespół Valadier to kapela, w której znajdziemy muzyków Apostate - tyle że bez basisty. Gitary, ścieżki (ładnie ułożone, co trzeba dodać) automatu perkusyjnego, a teraz również i niskie tony to Francesco Castricini, a słowa ponownie wypluwa się z siebie Mark Zanon. Dodatkowo jednak pojawia się kobieta - Winterkvult, odpowiadająca za instrumenty folkowe oraz niektóre ścieżki wokalu. Czy ten skład był w stanie stworzyć coś wyraźnie innego? I tak, i nie. Podobnie jak w przypadku "Elegy of Phantom Pain" Apostate mamy tutaj do czynienia z klasycznym black metalem, podlanym (cóż za zaskoczenie!) średniowiecznym klimatem - tyle że z inaczej rozłożonymi akcentami. Wieki Ciemne to integralna część "Carmina Belli Apocalypsis", ponieważ to właśnie na nich opierają się teksty utworów. Te pisane są głównie w języku angielskim, choć pojawiają się również i fragmenty w ojczystym języku muzyków, jak również i wersy po łacinie. Stoczymy w nich niejedną bitwę, zdobędziemy niejedną twierdzę, a i nawet udamy się na Wyprawę Krzyżową - co zostanie podkreślone orientalnymi zaśpiewami i zagrywkami. Ten średniowieczny klimat zostanie także podkreślony folkowymi partiami (chociażby bębny, flet czy akustyczna gitara) i tutaj mam małą zagwozdkę, ponieważ często nie pasują one do danej kompozycji. Niby trup ściele się gęsto w "Under the Skies of Gehenna", a tutaj wesoło grają sobie minstrele. Niby ciśniemy w "Requiem of the Dark Ages", by zaraz zastopować zabawę dla folkowego fragmentu, który w sumie niczego nie wnosi. Myślę, że można to było wszystko lepiej rozplanować.

Na szczęście Valadier dowozi tam, gdzie powinien, a więc w samym black metalu. 55 minut czasu trwania może odstraszać, ale spokojnie - nudzić się raczej nie będziecie. Mimo że 2/3 składu to członkowie Apostate, to jednak kompozycje są nieco inne - zdecydowanie więcej się w nich dzieje. Mamy liczne zmiany tempa, klimatyczne klawisze (kiedy trzeba podniosłe, innym razem delikatne), wraz z czasem trwania wprowadzane są nowe riffy, pojawiają się zaskakujące przerwy na wyciszenie, czy też... melodyjne partie. Które rzeczywiście zostają w głowie - wystarczy posłuchać gitar w "Through the Blackwater Valley", czy "As the Shadow Pass the Days". Oczywiście to dalej black metal: siarczysty, walący w twarz, z nieprzyjemnymi, wysokimi skrzekami Marka Zanona, uderzającymi jeszcze mocniej wraz z intensyfikacją dźwięków. Kolorytu warstwie wokalnej dodają niskie, gardłowe śpiewy (jak w "Under the Skies of Gehenna" lub "Eclipsed by the Palm of Hamsa"), przypominające miejscami Daniego z Cradle of Filth, jak również i niosące ukojenie, anielskie wokale Winterkvult (tutaj wyróżnia się "Through the Blackwater Valley"). W niektórych fragmentach pojawiają się także i chóralne śpiewy, z których najbardziej wyróżnia się wyjątkowo melodyjny, wpadający w ucho fragment "Requiem of the Dark Ages" - normalnie jak Therion. Nie podobają mi się z kolei mocno kiczowate melorecytacje (déjà vu z pobocznego projektu!) - środkowa część "As the Shadow Pass the Days" to dzięki nim bardziej kino klasy B niż "Królestwo Niebieskie".

Ogólnie jednak "Carmina Belli Apocalypsis" to dobra, choć z uwagi na czas trwania również i wymagająca muza. Oczywiście Włosi nie wymyślają na nowo koła: w końcu podobne dźwięki znamy już od lat 90., a i większość składu bawi się podobną stylistyką w swoim pobocznym projekcie. I choć nie wszystko mi tutaj gra (często nietrafione folkowe partie), to skłamałbym pisząc, że nie chciało mi się do tej płyty wracać. To mająca swoje problemy, ale mimo wszystko fajna, archaiczna, nieprzyjemna muza. Jeśli więc macie ochotę na odrobinę black metalu, ale takiego bez rozdmuchanego budżetu i orkiestry na 150 osób, to śmiało sięgajcie po to uroczo undergroundowe wydawnictwo.

Through the Blackwater Valley:



Tomasz Michalski / [ 10.01.2026 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Valadier
Carmina Belli Apocalypsis

Black Mass Prayers - 2023 r.




7,5/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!