1. Morgen Rot & Black Well Witch
2. Anima Mundis
3. Hellhounds
4. Sigillarius
5. Nameless
6. The Four Horsemen
7. Pillow of the God



Katowicki Devil in the Name istnieje od 2013 roku. Tworzą go Tomasz "Polew" Plewako (gitara), Piotr Palonek (wokal), Rafał "RastaV" Buniakowski (bas) oraz Błażej Paruzel (perkusja). Chociaż w na tym najnowszym albumie "Black Stone" jeszcze udzielali się - stary perkusista Adam Majewski oraz Jarosław "Jerry" Marcinów (efekty, sample). Ponadto swoje wokalne trzy gorsze w jednym z utworów dorzuciła wszystkim znana Anja Orthodox z Closterkeller. Nie wiem czy Panowie rzeczywiście inspirują się (parają się) okultyzmem, czy robią to tylko dla zabawy ale wiem, że inspirują się gatunkami muzycznymi w stylu occult rocka, hard rocka i stoner/doom metalu. A zwłaszcza bandami, których tchnienie jest wyraźnie odczuwalne w muzyce Devil in the Name. Mianowicie Black Sabbath, Danzig, czy też Kadavar.

Utwory zdecydowanie przenoszą nas do lat 70. ubiegłego wieku. No bo niby którego? Ale to brzmi lepiej, podkreśla archaiczność brzmienia gitar - brudnego, "lampowego" - nie cyfrowego. Można powiedzieć - siermiężnego. Jak i siermiężne oraz toporne są gitarowe riffy czy melodie Devil in the Name. Ale w pozytywnym znaczeniu. Gdyż to jest pewien fenomen tej muzyki. Z jednej strony ociężałej, przytłaczającej, transowej. A z drugiej - jakby unoszącej, psychodelicznej i specyficznie melodyjnej, chwytliwej, emocjonalnie porywającej. Devil in the Name to taki bluesujący rock'n'roll w zwolnionym tempie, o ciężkim hard rockowym brzmieniu (z ciekawie wyeksponowaną pracą gitary basowej) zatopiony w mroku i w gęstych oparach kadzideł oraz świec. Jednak ze skłonnościami do szybszych i dynamiczniejszych porywów, ewidentnie hardrockowych, a nawet sabbathowskich.

Zdecydowanie niektóre zagrywki łudząco przypominają stary Black Sabbath. A z kolei wiele partii wokalnych trochę przypomina niski śpiew Glena Danziga (oczywiście z Danzig). Ale tylko w tych bardzo spokojnych momentach, gdyż w momencie bardziej emocjonalnych chwil, śpiew wokalisty unosi się w wyższe rejestry, aż nawet do bardzo interesująco ochrypłych (wręcz heavy metalowych) form wokalnych (coś w stylu Blackie Lawlessa z W.A.S.P.). Tak, Piotr Palonek ma wiele asów w rękawie, a raczej w gardle. Potrafi smętnie i bardzo nisko, hipnotyzujaco zaśpiewać, melodyjnie i klimatycznie nucić, ale też wydobyć z siebie groźne i z tak zwanym pazurem melodyjne wokalizy. Atmosferę mroku, psychodelii, tajemniczości i depresyjnej melancholii w różnych utworach wzmacniały zagrywki czystych gitar, gitarowe solówki, klimatyczne perkusjady, gitarowe efekty pogłosu, epizodyczne momenty z organami Hammonda oraz wokalne zawodzenia Anji Orthodox (w typowym dla niej stylu).

Album zawiera utwór "The Four Horsemen" będący coverem legendarnej greckiej grupy Aphrodite's Child, którą tworzyli Demis Rusos i Ewangelos Odiseas Papatanasiu (Vangelis). Muzycznie, utwór zachował oryginalną melodykę, jednak mimo iż nie zwiększył tempa to otrzymał więcej mocy, proto-metalowego poweru. Zaś wokalnie - został głównie osadzony na przeciwległym biegunie wokalnej skali, w niskich rejestrach wokalnych. I przyznam, że ten utwór w wykonaniu Devil in the Name urzekł mnie tak samo jak oryginał. Niby ten sam, a jednak inny. Brawo! I brawo nie tylko za ten utwór ale za całość. Chociaż Panowie mocno inspirują się protoplastami to w dzisiejszej dobie muzyka Devil in the Name wypada oryginalnie.

Gwoli informacji. Muzykę zarejestrował Mateusz Chruściel w Underworld Studio. Miksu i masteringu dokonał Marcel Kraszkiewicz w Acoustic Studio. Okładkę wykonał Piotr "Qras" Kurek z Mentalporn, który współpracował także z Acid Drinkers, Darzamat, czy Frontside.

Black Well Witch:



Paweł "Pavel" Grabowski / [ 05.01.2026 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Devil in the Name
Black Stone

Devil in the Name - 2025 r.




9/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!