1. Intro
2. Alone
3. Starless Void
4. Katharsis
5. Liquid Fire



Śląski Starless Void powołany został do życia w 2022 roku jednak dopiero dwa lata później dał o sobie znać debiutanckim materiałem. Tym pierwszym znakiem życia było surowe, cyfrowe demo "Rehearsal 04.08.2024". Parę miesięcy po nim z kolei dzięki GOP Records do sprzedaży trafiła EP-ka "Starless Void". To pierwsze profesjonalne wydawnictwo dzieli z młodszym muzycznym bratem aż cztery kawałki. Warto się nim zainteresować?

EP-ka zapakowana została w całkiem ładnego, rozkładanego digi, po otwarciu którego możemy podziwiać skład formacji. Po kolejnym rozłożeniu dostajemy się do samego nośnika, najważniejszych informacji o wydawnictwie, jak również i wszystkich tekstów. Wstydu więc nie ma. Muzycznie z kolei... niby jest to wszystko bardziej przysmażone względem demówki, ale ciągle materiał pod względem brzmienia mocno odstaje od ogólnie przyjętych standardów. Po krótkim intro od Larmo szybko dociera do nas, że to wszystko jest dziwnie przytłumione, a instrumentom (i wokalom) miejscami brakuje mocy. Przesterowane gitary i hałaśliwe solówki jeszcze łechtają uszy, ale "pusta", kartonowa wręcz perkusja już niekoniecznie. Andrzej Bykowski może i ładnie na tych garach potrafi grać (bo poukładane jest to nieźle), ale jego praca została przepięknie pogrzebana gdzieś na etapie produkcji/miksu.

Muzycznie ścierają się tutaj dwa muzyczne światy. Z jednej strony mamy granie bardziej southernowe, stonerowe reprezentowane przez kawałki "Alone" oraz "Katharsis" (w tym drugim pojawiają się nieobecne na demówce wokale Joanny). Z drugiej: w "Starless Void" oraz "Liquid Fire" słychać ciągoty ku bardziej doomowym, "sabbathowym" klimatom. I to właśnie ten drugi kierunek bardziej mi odpowiada. W tych pierwszych, "amerykańskich", totalnie nie pasują mi growle Tomasza Jedziniaka. Inaczej jest właśnie w bardziej posępnych, sączących się z głośników kompozycjach. Może i nie wszystko jeszcze w nich "żre" jak powinno, ale już zaczyna to słuchacza ciekawić. Gdzieś w tle pływają klawisze, Bartłomiej Czech hałasuje na gitarze, a w "Liquid Fire" zaskakuje nieco orientalną solówką. Jest tu jakiś pomysł, który warto by pociągnąć dalej. No i w "Starless Void" delikatną monotonię w wokalu przerywa niemal blackowy krzyk - chciałbym więcej czegoś takiego!

EP umieściła Starless Void na gwiezdnej mapie, ale słychać wyraźnie, że to dopiero pierwsze muzyczne kroki tej śląskiej formacji. Muzycznie brakuje spójności: zespół stoi niejako w rozkroku pomiędzy dwoma różnymi światami. Moim zdaniem będzie musiał on wybrać: albo stoner/southern metal, albo powolne, nieco psychodeliczne odjazdy. Ja bym wolał to drugie. Tylko z poprawionym, bardziej mięsistym brzmieniem.

Liquid Fire:



Tomasz Michalski / [ 17.08.2025 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Starless Void
Starless Void

GOP Records - 2024 r.




-/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!