01. Strange Words
02. The Prayer
03. Unleash the Beast
04. Two of a Kind
05. Horns and Halos
06. Die Away
07. White Light
08. Dead Souls (Joy Division cover)
09. Listen!
10. In a Dream



"Strange Words" to druga płyta działającej od 2016 roku, niemieckiej grupy Inadream. Następca wypuszczonego w 2019 roku debiutu "No Songs for Lovers" ujrzał światło dzienne w październiku zeszłego roku i przybrał formę prostego digi. Na froncie zdjęcie gitarzysty, z tyłu zestawu perkusyjnego, w środku majaczą sylwetki wszystkich muzyków na które naniesione zostały podziękowania oraz najważniejsze informacje o albumie (wszystko to po niemiecku). Mogłoby to wyglądać ciut lepiej (brakuje chociażby tekstów), no ale widocznie budżet nie pozwolił zaszaleć. Co z kolei z zawartością krążka?

Niemiecki kwartet serwuje nam 33 minuty muzyki którą można wrzucić do niejednej szuflady. Co od razu trzeba podkreślić: nie ma tutaj metalu w dosłownym tego słowa znaczeniu. Bywa klimatycznie, melancholijnie, ale bliżej temu do brzmień nowofalowych, post-punkowych, pokroju nieodżałowanego Joy Division lub The Cure z okolic "Seventeen Seconds". Skojarzenia zresztą nieprzypadkowe, bowiem mamy nawet próbę zmierzenia się z klasykiem kapeli z Salford. "Dead Souls" jest hałaśliwy, surowy, punkowy, pozbawiony subtelności - widać, że Niemcy mieli jakiś pomysł na ten legendarny kawałek. Pomysł prosty, chamski, ale całkiem skuteczny. Więcej ładnych melodii jest w "Die Away", "In a Dream", czy "Strange Words", który swoimi zagrywkami budzi skojarzenia z "Play for Today" Smitha i spółki. Muzycznie jest nieźle, ale jednak brakuje tej elegancji obecnej w muzie dwóch legendarnych kapel. W dalszej części krążka Inadream potrafi zapuścić się bardziej standardowe, punkowe rejony, miejscami (jak w "Unleash the Beast") przyprószone jakby delikatną nutką rockabilly. Do głowy w tych szybszych kawałkach ("Horns and Halos", "White Light") przychodzi Pidżama Porno, a gdy wchodzi do tego wszystkiego więcej optymizmu, a i pojawia się coś na kształt sekcji dętej ("Two of a Kind"), to z kolei przed oczami majaczy nawet późny T.Love.

Muzycznie jakoś to się klei, choć brakuje mi tu pewnego dopieszczenia szczegółów - niekiedy odnosi się wrażenie obcowania z demówką, a nie skończonym, gotowym produktem. Gdzieś tam pod względem instrumentalnym potrafi przykuć to jednak uwagę (o ile oczywiście są to Wasze klimaty). Gorzej jednak z wokalem: głos Franka w niektórych kompozycjach mocno gryzie się z samą muzyką (jak chociażby w "Strange Words"). Posiada on charakterystyczną, nieco zachrypniętą barwę, idealną do punk rocka (zwłaszcza, że i sam akcent niemal brytyjski). Jest w tym pewna zadziorność, którą słyszy się w bardziej dynamicznych numerach, ale jednocześnie wokaliście/gitarzyście brakuje środków wyrazu w tych bardziej melancholijnych. Daje radę w "Unleash the Beast", czy końcówce "Die Away", ale w wielu kawałkach jego praca za mikrofonem jest... dyskusyjna. Często leci na jedno kopyto, a same linie melodyczne są mało urozmaicone. Co ciekawe, najbardziej Frank przekonuje w "Listen!" czy "In a Dream", gdzie nieśmiało próbuje właśnie czegoś innego. Dlatego uważam, że i w pozostałych kawałkach można było zrobić coś więcej, bardziej pokombinować, wyjść z pewnej strefy komfortu.

"Strange Words" Inadream nie jest debiutem, ale to ciągle album mało spójny i w pewnych aspektach niedopracowany. Kawałki potrafią być utrzymane w różnych stylistykach, a całość brzmi bardzo surowo - niczym kaseta z lat 90. Słuchając tego materiału słyszę w tej grupie potencjał, no tutaj nie został on w pełni wykorzystany. Jasne, są cieszące ucho melodie, są fajne zagrywki Thorstena, gdzieś tam ta nóżka od czasu do czasu tupie, ale wokalnie jest bardzo, bardzo nierówno. To grupa której przydałby się dobry producent. Taki, który wyrzuciłby niepotrzebne elementy i nadałby całości jasny kierunek.

White Light:



Tomasz Michalski / [ 20.07.2025 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Inadream
Strange Words

Echozone - 2024 r.




6/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!