1. Gorłum
2. A Fairytale With An Unpredictable Ending
3. Empty Hand Remains
4. Sky Above
5. Island
6. A Tyranny Of Will
7. Fire Never Dies
8. Lower Power - bonus



Natura Morta znam od kilku lat i od kilku albumów. Jednak korzenie tego projektu sięgają aż 1987 roku kiedy to powstała w Świnoujściu kapela o nazwie Inhuman, wówczas grająca thrash death metal. Następnie w 1990 roku zespół nie tylko zmienił nazwę na Moral Decimation, ale i gatunek muzyczny na depresyjny doom metal. Z kolei rok później doszło do kolejnej zmiany nazwy na Natura Morta, by za dwa lata... rozpaść się. Najwyraźniej zespół nie znalazł tego czego szukał. I dopiero w 2018 roku jedyny członek zespołu (pamiętający jeszcze czasy Inhuman) wskrzesił nazwę ale w jednoosobowym skaldzie. A był nim Igor Blaszko - już rezydujący w Anglii - uzdolniony instrumentalnie i wokalnie muzyk oraz przepełniony pomysłami kompozytor, który nagrywa swoje kolejne materiały wykorzystując do tego w profesjonalny sposób własne środki. I wygląda na to, że wciąż poszukiwał... muzycznej drogi. I tak oto w 2019 roku wypuścił album "Anarchy 666", singiel "Bear Witness (to the Void)" oraz album "Vile Masters of Mankind", co najkrócej można określić jako wysublimowaną mieszankę psychodeliczno-industrialnego black-death metalu. Rok 2020 przyniósł dwa albumy - "Schwarze Mauer", prezentujący mroczny, awangardowo-psychodeliczny metal oraz "Crossroads", ponury, psychodeliczno-rockowy materiał. Z kolei w roku 2021 ukazał się album - zupełnie odmienny stylistycznie, dark-wave'owy "Disco Funebre", a w 2022 awangardowo-black-metalowy "Tower of Storms". Mimo, iż każdy album przyniósł coś innego to wspólnym mianownikiem był psychodeliczny i ponury nastrój, awangardowe podejście do aranżacji oraz oczywiście mrok doprawiony nutą melancholii.

I tak rok 2024 odsłonił przed nami najnowszy album "One Must Imagine Sisyphus Happy". A tym razem muzyk rozpostarł przed nami głównie spokojne progresywno-rockowe kompozycje z elementami new/dark wave. Ale nadal w mrocznym i ponurym nastroju z wyraźnym psychodelicznym tchnieniem oraz awangardowym akcentem. Aranżacje tworzą multi-tematyczne gitarowe frazy, zazwyczaj spokojne, z akcentującymi solówkami, przygrywkami i pasażami, ale nie pozbawione epizodycznie cięższych riffów (od hard rockowych po metalowe patenty). Dodatkowo sample i klawiszowe momenty o wielu brzmieniach, spełniają różne role - od klimatycznego wypełniania tła, poprzez akcentowanie, aż po pierwszoplanowe melodie. I tak rozbudowanym kompozycyjnie frazom towarzyszy równie rozbudowana sekcja rytmiczna. Gitara basowa, choć zazwyczaj ponuro brzmiąca, to wyraźnie zaznacza swoją obecność poprzez rozbudowaną melodykę (nierzadko w jazzowym stylu). A towarzyszą jej ciekawe perkusyjne aranże. A wokalnie. Tym razem Igor Blaszko skupił się na śpiewaniu. Takim jakie mogliśmy usłyszeć na jego niektórych poprzednich albumach. Śpiew w posępnym, mrocznym i depresyjnym tonie ze swobodną umiejętnością poruszania się zarówno po bardzo niskich dźwiękach, aż po wyższe tonacje, miejscami w polifonicznym, kontrastujacym wydaniu. I mimo, że prawie zrezygnował z growlingów oraz screamów to epizodycznie pojawiły się ponure melorecytacje czy śpiewanie z delikatną chrypką, a nawet wrzaskliwe frazy.

Utwory najczęściej nacechowane są spokojną, wręcz somnambuliczną melodyką, chociaż nie brakuje emocjonalnych uniesień. Instrumentalnych jak i wokalnych. Wówczas wzrasta napięcie i pojawiają się bardziej dynamiczne melodie. Także te łatwiej wpadające w ucho, bardzo chwytliwe i porywające. A nawet chwilami wypełnione optymizmem, kroplą jakiejś nadziei, w tym oceanie dominującego pesymizmu, który prawie stale opanowany jest przez mrok.

Muzyka Natura Morta nie jest łatwa w odbiorze. Głównie ze względu na swoją wielotematyczną złożoność, co w połączeniu z psychodeliczną i dominującą senną atmosferą wymaga świadomego słuchania. Czasem wręcz skupienia by w całości wyłapać wszystkie momenty. Nie usłyszycie tutaj prostej, łatwo wpadającej w ucho radości ale pochłonie was szczery smutek i wciągająca samotność. Długo zastanawiałem się komu zaproponować album "One Must Imagine Sisyphus Happy". I myślę, że w pięćdziesięciu procentach fanom twórczości Brendana Perry (także w Dead Can Dance) oraz Pink Floyd. Ale pozostało jeszcze pięćdziesiąt procent tej "martwej natury", która choć krzyczy to wciąż jest martwa i jej nie słychać.

Paweł "Pavel" Grabowski / [ 06.03.2025 ]




brak recenzji





Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Natura Morta
One Must Imagine Sisyphus Happy

Natura Morta - 2024 r.




10/10



brak recenzji



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2025 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!