Cemetery Of Scream to jeden z pierwszych zespołów tworzących na początku lat 90. doom death metalową scenę w Polsce. Po pierwszych albumach "Melancholy" i "Depression" wielu określało ich mianem polskiego My Dying Bride. Potem doszły porównania do Crematory. Z czasem zespół nieco ewoluował w stronę gotycko-metalowego grania z progresywnym podejściem do aranżowania oraz industrialnymi akcentami. Jednak definitywnie kapela nie zerwała z doom-death metalem. A w 2023 roku, po 24 latach istnienia Cemetery Of Scream wydał szósty album studyjny o tytule "Oceans". Od poprzedniego minęło aż 14 lat! A zatem co zespół tym razem nam zaoferował?
W skrócie "Oceans" można opisać jako przekrój całej dotychczasowej twórczości Cemetery Of Scream. Począwszy od typowych dla nich doom death metalowych kawałków w stylu pierwszych albumów - muzycznie najbliższych stylowi My Dying Bride. Poprzez gotycko metalowe patenty (à la Paradise Lost czy Type O Negative) oraz dark metalowe akcenty (niczym Moonspell). Aż do rozbudowanych klawiszowych momentów, często w klimatach muzyki ambient z elementami muzycznej baśniowości czy industrialu, a także z orientalnymi akcentami. Należy wspomnieć, że za klawiszowe dźwięki odpowiedzialna jest od samego początku istnienia zespołu Katarzyna Rachwalik. A syntezatorami i samplami wspomagał ją Piotr Łabuzek - związany również z muzyką post-industrialną i hip-hopową. Mający na swoim koncie wiele ciekawych przedsięwzięć - współpraca z Davidem Gilmourem (tak, z tym od Pink Floyd!) oraz Leszkiem Możdżerem.
Oczywiście nie jest to kopiowanie muzyki prekursorów a trzymanie się pewnych kanonów stylistycznych, aczkolwiek niektóre momenty łudząco przypominają dokonania powyższych. Mimo wszystko Cemetery Of Scream zrobił coś więcej! Scalił wszystko na jednym krążku, więc mamy tutaj ciężkie i agresywne riffy, czyste akordy oraz dosłownie - piękne i uczuciowe melodie, ale też bezemocjonalne, elektroniczne dźwięki. Ciekawym rozwiązaniem okazało się chociażby łączenie miażdżących riffów z delikatnymi wokalami lub melodyjnymi klawiszami. Z kolei multitematyczność oraz nieoczekiwane zmiany tematów muzycznych wewnątrz utworów mocno wpłynęły na poszerzenie spektrum muzyki. Melancholia i agresja, przerażenie ale też jakaś niepewna iskra radości... mrok i światło... mieszają się w jednym tyglu. Jednak wszystko jest bardzo spójne.
Dodatkowo rozpiętość wokalna na albumie "Oceans" jest imponująca. Od potężnych growli i demonicznych wrzasków, przez gotyckie, wampirze wokalizy, aż po różnorodne nasycone emocjami śpiewy oraz melorecytacje. Olaf Różański ma niesamowity potencjał. Dodam, że gościnnie swojego głosu udzieliła Marta Mucha w utworze "September Folk".
Na zakończenie warto wspomnieć, że album otwierają i zamykają utwory "Oceans" i "Everything Rhymes Goodnight", które strukturalnie i melodycznie są jakby jednym utworem. Ich głęboko-melancholijny ton poruszył mną totalnie. "Oceans" jest idealny dla miłośników klimatycznego metalowego grania. Silne emocje, jak fale, które płyną razem z muzyką mogą pochłonąć słuchacza głęboko, aż na samo dno. Niczym ocean.
Paweł "Pavel" Grabowski / [ 21.05.2024 ]
|