22 lipca 2025 roku świat stracił ikonę nie tyle metalu, co w ogóle całej muzyki: Ozzy'ego Osbourne'a. Oczywiście każdy zdawał sobie sprawę z tego, że były wokalista Black Sabbath miał duże problemy ze zdrowiem. Informacja była jednak szokująca z tego względu, że zaledwie dwa tygodnie wcześniej artysta pojawił się na swoim pożegnalnym koncercie w angielskim Birmingham. "Back to the Beginning" był wielkim wydarzeniem, prawdziwym świętem Metalu, na którym nie zabrakło wielkich gwiazd: zarówno na, jak i pod sceną. O drodze, którą musiał przejść wokalista, by pojawić się w Villa Park opowiada film w reżyserii Tanii Alexander. I nie jest to łatwy seans.
Ozzy'ego zapamiętamy oczywiście jako specyficznego frontmana - może i nieposiadającego głosu kruszącego skały, ale nadrabiającego sceniczną charyzmą. Był on też wręcz definicją życia na krawędzi. "Seks, drugs (alcohol) & rock'n'roll" to coś, co Osbourne wziął sobie do serca - historie z jego wojaży bawią i szokują do dziś. Dlatego tak trudno ogląda się "No Escape from Now": zamiast bowiem tryskającego humorem dziadka, ukochanego metalowego klauna mamy człowieka złamanego. Dosłownie. To nie postępująca choroba Parkinsona, to też nie lata nadużywania używek. Muzyk doznał wypadku, przez który wylądował na stole operacyjnym. W wyniku jednak niepotrzebnie inwazyjnej operacji kręgosłupa ze szpitala wyszedł wrak, który przez kolejne lata walczyć będzie z bólem zwalającym wręcz z nóg. Każdy krok będzie dla niego wyzwaniem, każda czynność będzie niczym zimowe wejście na K2. Odwoływane trasy i brak perspektyw na to, by kiedykolwiek wrócić do śpiewania sprawia, że artysta marnieje w oczach. Otępiały od środków przeciwbólowych, pogrąża się w marazmie i depresji, dobijając się oglądaniem filmów o Holokauście i... wywiadów z Ronniem Jamesem Dio. Ta wtrącona mimochodem przez Jacka Osbourne'a ciekawostka pokazuje, że Ozzy zaczyna robić rachunek sumienia, zastanawiać się nad podjętymi w trakcie swojego życia decyzjami. Coraz bardziej osuwa się w ciemność, z której na szczęście udaje się go wyciągnąć...
Można "Ordinary Man" i "Patient Numer 9" nie lubić, ale nie da się ukryć, że to właśnie zaciągnięcie Ozzy'ego do pracy nad tymi krążkami uratowało mu życie. Komponowanie i nagrywanie z Austinem Richardem Postem i Chadem Smithem wlało w Osbourne'a morze jakże potrzebnego optymizmu - dało mu cel, na którym mógł się skupić. Krok po kroku, od jednego małego zwycięstwa do drugiego, Ozzy zaczyna patrzeć nieco dalej niż na dwa dni do przodu. Oczywiście, ciągle nie jest różowo: problemy zdrowotne nie znikają i nawet wyjazd na wprowadzenie do Rock'n'Roll Hall of Fame staje się wyprawą godną osobnego filmu. No ale jednak Ozzy jest zdeterminowany, a wraz z nim jego ostoja, swoisty filar, w postaci Sharon. Pani Osbourne mogłaby trupami wypełnić magazyn szaf. Doczekała się opinii bezwzględnej bizneswoman, bez mrugnięcia okiem niszczącej każdego, kto tylko mógłby zagrozić jej lub karierze jej męża. W "No Escape from Now" ukradkiem widzimy jej ludzką twarz. Widzimy jak przy Ozzym robi dobrą minę do złej gry, podnosząc go na duchu, by następnie gdzieś w swojej posiadłości z trudem przełykać łzy. Z jednej strony miłość jej życia gaśnie na jej oczach, z drugiej: musi zgrywać twardą, by jak najdłużej utrzymać męża na powierzchni. Sceny jak ta, gdy zalewa się łzami słysząc na próbie w Galerii Sław jak jej mąż, po raz pierwszy od lat, śpiewa na żywo "Mama, I'm Coming Home" ściska za serce...
Oczywiście łatwo reklamować "No Escape from Now" nazwiskami. Bo tak, wypowiadają się Chad Smith, Robert Trujillo, Zakk Wylde, Maynard James Keenan, a nawet i udało się namówić niemal od zawsze unikającą blasków fleszy Aimee Osbourne. Tak, można też reklamować "No Escape from Now" wejściem za kulisy Rock'n'Roll Hall of Fame, Igrzysk Wspólnoty Narodów czy wreszcie "Back to the Beginning". Ale to nie film o "gadających głowach". To opowieść o drodze pełnej bólu. O drodze przez ciernie do gwiazd. Przez niewyobrażalne cierpienie, do wielkiego, transmitowanego na całym świecie finału. To seans trudny, ale warty poświęcenia swojego czasu.