Wraz z początkiem 2026 roku świat obiegła informacja o reaktywacji Lipali. Grupa ta powstała w 2000 roku jako poboczny projekt Tomka Lipnickiego. Artysta znany z Illusion czy Acid Drinkers mógł dać w niej upust swoim bardziej alternatywnym fascynacjom. Przygoda ta dość niespodziewanie zakończyła się jednak tuż po nagraniu ósmego wydawnictwa. Kulisy powstania tej ostatniej studyjnej płyty Lipali - "Mechanika" - odsłania film dokumentalny autorstwa samego (byłego już) gitarzysty zespołu: Romana Bereźnickiego.
Muzyk miał niemal 10 godzin materiału, który ostatecznie skondensowany został do 60 minut. Oczywiście początkowo miał to być bardziej dodatek do pełnego krążka. No wiecie, coś co inne kapele umieszczają na "socialach", tudzież dorzucają do płyty, np. w formie krążka DVD. Wyszło jednak inaczej. A wydawać by się mogło, że spokojna miejscowość, piękne okoliczności przyrody i czterech znających się na wylot gości to przepis na udaną sesję. Gdy jednak wraz z Tomkiem, Romanem, Gajowym i Lukiem na dobre zadomawiamy się w Wiśle, to widać, że coś jest nie tak. Z jednej strony jest ten entuzjazm i emocje związane z nagrywaniem nowej płyty, ale wraz z kolejnymi minutami atmosfera robi się coraz bardziej duszna. Muzycy pracują nad aranżami, w międzyczasie robią mniejsze lub większe głupoty dla rozluźnienia atmosfery - ot, normalny rzut okiem za kulisy. A jednak Łukasz "Luk" Jeleniewski dość szybko stwierdza, że to będzie prawdopodobnie ostatnia płyta Lipali. Ewidentnie coś wisi w powietrzu: są jakieś niedopowiedzenia, jakieś zadry w sercu, rozgrzebane rany. Nikt o tym głośno nie mówi, każdy się powstrzymuje i gryzie się w język - no bo w końcu to ma być fajny dodatek, nie? Lont jednak się pali.
Swoistą eksplozją, punktem kulminacyjnym jest oczywiście karczemna awantura między Lipnickim, a Gajowniczkiem. Jasne, panowie po ochłonięciu się przepraszają i przytulają - czas pokazał jednak, że to tam przekroczyliśmy ten punkt bez powrotu. Łatwo po obejrzeniu "Rozpadu" na Gajowym wieszać psy - w końcu ewidentnie widać, że nadużywanie przez niego alkoholu (niepijącego przecież) lidera coraz bardziej (żeby nie było: słusznie) irytowało. Gdzieś pomiędzy wierszami, pomiędzy kolejnymi ujęciami można jednak wyczuć, że problemy leżały głębiej i było ich zdecydowanie więcej. Tutaj właśnie kryje się największa wada "Rozpadu": autor nie kopie głębiej, nie wyjaśnia dokładnie, co i dlaczego się stało. Z jednej strony trudno mu się dziwić, w końcu zamysł był inny: to miał być dodatek dla osób, które zespół znają. Coś, do czego fajnie powrócić i powspominać stare, dobre czasy w studio. Nikt nie wiedział, że tak to się skończy, więc i nie mamy sekcji zwłok. Sporo więc tu wątków, które nie zostały rozwinięte, pytań, które nie doczekały się odpowiedzi. Tutaj przydałby się suplement, w postaci np. zapisu (lub fragmentów) rozmów, które prowadzone były podczas pokazów pra-premierowych.
Są filmy dokumentalne, które ogląda się z zapartym tchem. Są też i filmy dokumentalne, które zawierają taką ilość informacji, że stanowią swoiste kompendium wiedzy. No i są także i takie produkcje, których oglądanie boli. "Rozpad" to właśnie taki film. To trudny rozdział w historii Lipali. Rozdział, do którego muzycy niechętnie chcieli wrócić. Ale to też i film, który po prostu musiał powstać, by wszyscy mogli pójść dalej - swoiste katharsis. Roman i Gajowy wybrali inną drogę. Dokąd ruszą ci, którzy zostali? Zobaczymy.