Draconian - "Ten wywiad jest legendarny!"


Draconian to szwedzka formacja, którą ma serduszku każdy szanujący się fan smutnych dźwięków. Działa od 1994 roku i w jej dyskografii próżno szukać słabego wydawnictwa. Każdy jej album to prawdziwa muzyczna uczta i najnowsza studyjna propozycja tego stanu rzeczy nie zmienia. Wydany przez Napalm Records "In Somnolent Ruin" jest jednak w pewien sposób krążkiem szczególnym - w końcu po długiej przerwie usłyszymy na nim Lisę Johansson. Tuż przed premierą materiału mieliśmy okazję przysiąść i porozmawiać sobie o nim z Andersem Jacobssonem - wokalistą grupy. Dzień przed premierą albumu, niezwykle wyluzowany artysta, z kieliszkiem wina w dłoni opowiedział nam o zmianach w składzie oraz tworzeniu "In Somnolent Ruin": o procesie komponowania, wyborze poszczególnych utworach, no i oczywiście niezwykle poetyckich tekstach.





MetalSide: Cześć!

Anders Jacobsson: Witam!

Gotowy? Możemy zaczynać?

Tak, jestem gotowy! Dopiero wróciłem z poprzedniego wywiadu - czasami potrafią się one nałożyć. No ale mam przy sobie odrobinę winka. W końcu jest powód do świętowania!

Dokładnie tak! Zacznijmy od tego, że w materiałach promocyjnych nowego albumu pojawiła się informacja, że w tekstach utworów pojawia się odniesienie do wędrówki dusz Platona. Skąd to się wzięło? Bo to nie jest tak, że jest to główny motyw "In Somnolent Ruin".

To była taka lekka nadinterpretacja. To prawdopodobnie moja wina, bo mogłem lepiej przejrzeć ten komunikat prasowy. To było tak, że spotkałem się z gościem zajmującym się kontaktem z prasą - a dodam, że to wspaniały facet. No i myślę, że podczas naszej rozmowy było trochę za dużo odniesień do Platona - rozmawialiśmy o nim. Chodzi o to, że kiedy mówiłem o Platonie, miałem na myśli utwory takie jak "Lethe". Bo wiesz, nawiązuje on do mitologii greckiej - w tej piosence w pewnym sensie łączę platonizm z gnostycyzmem, bo uważam, że utwór ten opowiada o procesie reinkarnacji. Jest to utwór, który z punktu widzenia tekstu nazwałbym najbardziej bezpośrednim na całym albumie. Powiedziałbym, że Lethe jest tam obecna, jest bardzo wyczuwalna, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Rozmawialiśmy o tym i stało się to swego rodzaju głównym tematem rozmowy - bo to interesujący temat do dyskusji. Ale sam album nie opowiada o platońskiej teorii o wynoszeniu się duszy ani niczego w tym rodzaju. Powiedziałbym, że dusza się "wznosi", bo dużo mówimy - ja mówię dużo w tekstach - o tęsknocie za życiem pozagrobowym i opuszczeniu tego świata. Co zresztą nie jest niczym nowym dla tego zespołu. Nie ma znaczenia, co robię, wydaje się, że i tak wszystko kończy się w taki sam sposób. Czuję, że ubieram teksty w różne ozdoby i spryskuję je różnymi perfumami, ale mają one w sobie dziedziczne podobieństwo. Jak większość utworów Draconian. Tym razem jednak powiedziałbym, że ta płyta ma bardziej osobisty charakter, jest bardziej introspektywna. Nie tyle opowiada jakąś historię, co raczej polega na wyrażaniu siebie za pomocą bardziej poetyckiego języka i ubieraniu tego w, że tak powiem, mityczne i filozoficzne szaty.

Wspomniałeś "Lethe", a więc utwór kończący nową płytę. Jak należy patrzeć na to zakończenie? Bo to zapominanie i rozpoczynanie nowego cyklu.

Tak, to numer o tym, co się dzieje po śmierci. O przypominaniu sobie tego, co się z tobą dzieje. Zastanawianiu się, kim są te istoty, które cię kuszą i... no i... próbują wciągnąć cię w te piękne wizje. Wszystko wydaje się piękne, a ty zmierzasz w stronę światła. I właśnie w gnostycyzmie na tym polega pułapka. To jest właśnie rzeka Lethe. To właśnie wtedy zaczynasz wszystko zapominać. To właśnie wtedy twój dysk twardy zostaje wyczyszczony. Abyś mógł zacząć od nowa i przeżyć to wszystko - popełniać te same błędy, doświadczać ponownie złamanego serca, wylewać te same łzy i uśmiechać się z tego samego powodu. Być tym samym narzędziem dla tego materialnego świata, pełniąc rolę niechętnego uczestnika tego status quo, które tak naprawdę nie jest korzystne dla naszej duszy. Wierzę więc, że nasza dusza jest tutaj po to, by przypomnieć nam, kim naprawdę jesteśmy. "Lethe" próbuje więc opowiedzieć historię, że to wszystko już było, przez całe moje życie, ale dopiero teraz o tym pamiętam. A growle w tej piosence to w zasadzie archonty, strażnicy, którzy próbują zmusić cię do wzięcia łyka. Wtedy zapomnisz, odrodzisz się, a oni będą żywić się tymi emocjami tak długo, jak długo będziesz uwięziony w tym materialnym świecie. Więc taka jest idea, która właśnie sięga czasów Platona. Zwłaszcza w świecie zachodnim, ale sięga też Egiptu, sięga również Sumerii. To temat, o którym toczą się dyskusję odkąd tylko żyjemy w cywilizacji. Myślę, że to był fajny utwór - z braku lepszego słowa - do tego, by zakończyć album motywem śmierci, a następnie zacząć od nowa utworem "I Welcome Thy Arrow". A ty gubisz się w lesie. Gubisz się w tej dziczy.

Tekst do "I Welcome Thy Arrow" powstał w grudniu 2025 roku, a ten do "The Face of God" gdzieś na jesieni/zimą 2024 roku. Czy słowa zmieniły się na przestrzeni tych miesięcy, czy jednak perfekcyjnie oddałeś to, co wtedy czułeś?

Cóż, te teksty zostały tak naprawdę napisane... Skąd wziąłeś tę informację?

Z notki prasowej, a dokładniej to z notki zawierającej same teksty - te dwa były wyszczególnione.

Tak, ale to był bardziej kulminacyjny moment, kiedy w końcu ułożyłem to w piosenkę, choć one same zaczęły się tak samo, jak "I Welcome Thy Arrow" - od mojego snu. To chyba najbardziej subiektywna piosenka dla mnie na całym albumie. Zaczęło się od snu, który ciągle powracał, i za każdym razem był inny. Może nie całkowicie inny, ale za każdym razem trochę inny, jakby był doprawiony na różne sposoby. Czasami czułem strach i niepokój, a czasami byłem spokojny, jakbym chciał dać się złapać temu myśliwemu w lesie - bo nie chciałem już dłużej być uwięziony w tym życiu, w tym lesie. Chciałem być wolny i tak właśnie kończy się ta piosenka. Przebudzeniem się ze bezsennej nocy i rozpoczęciem nowego życia. Bo właśnie wygrałeś tę nie do wygrania wojnę. No wiesz, nie cytuję tu dokładnie tekstu, ale o to właśnie chodzi: w końcu wygrałeś, poddając się, będąc ściganym. To jak ta stara, prosta piosenka, "Łowca i zwierzyna", ale ja chciałem, by było to jak "Łowca i prześladowany". Bo życie cię prześladuje, prześladuje cię wszystko, co ci się przydarza. To staje się twoim ciężarem, a jednocześnie czymś, co cię niesie. To piosenka o przemierzaniu przez życie, jakbyś zgubił się w dziczy. To było coś, co wielokrotnie powracało do mnie w snach, więc postanowiłem o tym napisać i ułożyć z tego wiersz. Potem przestałam o tym śnić i pokazałam to Johanowi, a on powiedział: "To jest naprawdę dobre, zróbmy z tego utwór". Dlatego właśnie mówię, że to najbardziej subiektywna piosenka na albumie, ponieważ jest to coś, czego faktycznie doświadczyłem, ale napisałem ją w taki sposób, aby ludzie mogli interpretować ją na swój własny sposób.


Część utworów zaczęła powstawać już w 2022 roku. Jak zmieniły się kompozycje po ponownym dołączeniu Lisy?

Cóż, tak naprawdę nie zmieniły się aż tak bardzo, bo Draconian ma swój fundament - mamy taki swój rdzeń. Już jakieś 26 czy 27 lat temu Johan i ja zdecydowaliśmy, że... Bo wiesz, przez całe lata 90. zmagaliśmy się z odnalezieniem naszej tożsamości, wiesz? Mieliśmy mnóstwo dobrych piosenek i stworzyliśmy mnóstwo fajnych rzeczy, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. W końcu padło jednak: albo teraz, albo nigdy! Postanowiliśmy więc: "No dobra, pieprzyć to. Teraz będziemy zespołem bardziej zorientowanym na doom". Po prostu pójdziemy w ślady naszych idoli: Paradise Lost, Anathema, My Dying Bride i innych, bardziej undergroundowych zespołów z tamtych lat, których słuchaliśmy. Były nawet zespoły gotyckie, takie jak Fields of the Nephilim, Sisters of Mercy i inne. Potrzebowaliśmy jakiejś podstawy, na której moglibyśmy budować, tworzyć - mieć ten fundament. I od tamtej pory to się nie się nie zmieniło - wciąż mamy ten rdzeń, ten doomowo-gotycki rdzeń. Zawsze to na nim budujemy, niezależnie od tego, co nas w danym momencie inspiruje. Przy każdym albumie tworzymy z niego muzykę, dlatego nie zmieniliśmy się aż tak bardzo na przestrzeni tych dziesięcioleci, jeśli chodzi o nasz ogólny styl muzyczny. Po prostu może udoskonaliliśmy się, podnieśliśmy poprzeczkę, albo mieliśmy trochę innych inspiracji. Do tego starzejemy się, stajemy się lepszymi muzykami. Każdy może mieć swoje ulubione albumy, ale mamy ten rdzeń i to się nigdy nie zmieni, dopóki Johan i ja jesteśmy w zespole.

"In Somnolent Ruin" to oczywiście powrót Lisy Johansson na wokal. Jak doszło do tego powrotu?

Wracając do tego, co właśnie powiedziałem - mieliśmy już tę bazę, więc kiedy Lisa wróciła, już zaczęliśmy pisać nowe utwory. "Misanthrope River" to utwór, nad którym Johan zaczął pracować już przy okazji poprzedniego krążka: "Under a Godless Veil". Po prostu nie pasował do tego albumu, więc zachowaliśmy go. Pozwoliliśmy, by ten styl nieco nas pokierował w kierunku tego, co chcieliśmy zrobić. Kiedy Lisa w końcu wróciła, kiedy zdecydowano, że zostanie pełnoprawnym członkiem zespołu, a Heike nas opuści, to nie było dyskusji w stylu: "OK, teraz będziemy tworzyć utwory wokół jej głosu lub wokół jej spektrum". Po prostu chcieliśmy tworzyć dobrą muzykę i pozwolić Lisie robić swoje. Większość pomysłów dla Lisy w tamtym czasie została napisana przez głównie przeze mnie i Johana. Głównie Johana. On miał pomysł na to, gdzie Lisa powinna się znaleźć, a potem, kiedy Lisa śpiewała, to podnosiła to wszystko na wyższy poziom. Sprawiała, że było to jeszcze lepsze. Ale nie było piosenki napisanej specjalnie... No wiesz, kompozycje Draconian nie zmieniły się, kiedy Lisa dołączyła do zespołu. Ona po prostu się dostosowała: wróciła, wszystko wydawało się bardzo znajome, ale wszyscy byliśmy już lepszymi muzykami, lepszymi artystami od czasu, kiedy odeszła. Myślę, że następny album będzie trochę inny, będzie bardziej... Może będziemy częściej wykorzystywać skalę głosu Lisy podczas pisania piosenek. Prawdopodobnie będziemy o tym pamiętać nieco bardziej.

Ten symboliczny moment przejścia pojawił się na trasie z obiema wokalistkami. Nie chcieliście tego zachować w formie DVD/BD?

Nie było całej trasy z Heike i Lisą. To był jeden koncert w ramach Hellfest. Lisa miała na sobie białą sukienkę, a Heike czarną - był to symboliczny gest skierowany do świata i do nas. W ten sposób żegnaliśmy się z Heike, która była ubrana na czarno, i witaliśmy z powrotem Lisę, która miała na sobie białą suknię. Połączyły się na scenie. Obie doskonale się rozumiały. W tym kontekście był to koncert o głębokim znaczeniu. To był jedyny moment, w którym Heike śpiewała piosenki z tego albumu. To historyczne wydarzenie - jakby moment w czasie dla nas i dla Draconian. To jak połączenie dwóch pasujących do siebie części.... Piękna i z pewnością wyjątkowo symboliczna rzecz.

Ale jednak nie braliście pod uwagę opcji zarejestrowania tego?

Nagraliśmy część. Fragment został opublikowany - wydaje mi się, że jedna lub dwie piosenki są dostępne w sieci. Niektórzy nagrali też cały koncert. Można go obejrzeć na YouTube. Ale mamy cały występ, z plikami audio i wszystkim. Ale nie doszło do tego, byśmy profesjonalnie wypuścili coś więcej niż jeden czy dwa kawałki. Ale na pewno moglibyśmy to zrobić w przyszłości.

W zeszłym roku pożegnaliście się z perkusistą: Jerrym Torstenssonem. Co tam się wydarzyło?

No cóż, powiem tak: Daniel Johansson, który jest teraz perkusistą był naszym perkusistą sesyjnym od początku stycznia 2019 roku. Jerry zagrał potem dwa koncerty, zanim oficjalnie opuścił zespół - to właśnie dlatego. Przez lata wykazywał małe zainteresowanie graniem i próbami. I nie mówię tego, żeby się czepiać, po prostu tak było. Chcieliśmy być sprawnie działającym zespołem. Chcieliśmy grać tyle, ile tylko się da - i w końcu po prostu musieliśmy się pożegnać. Daniel od lat był członkiem sesyjnym - zespół z nim współpracował. Zanim Jerry oficjalnie odszedł, to od lat się nie widzieliśmy. Tak nie powinno być, jeśli jesteśmy w zespole. Musieliśmy więc oficjalnie podjąć tę decyzję - tak wiesz, na piśmie. Przekazać to światu, zrezygnować, pożegnać się z tym okresem naszego życia. Oczywiście: to trudne. Jerry był w zespole od końca 2002 roku. No ale nie był zbyt aktywny, a my z tego powodu przez lata mieliśmy wielu perkusistów sesyjnych. Daniel od lat wykazywał duże zainteresowanie i udowodnił, że jest niezwykle niezawodny - dlatego właśnie jest teraz w zespole

A więc Jerry nie brał udziału w tworzeniu "In Somnolent Ruin"?

Nie, w ogóle.

Album promowany był przez trzy single: "Cold Heavens", "Misanthrope River" i "Anima". Trudno było wybrać utwory do przedstawienia tak złożonego, wielowątkowego materiału?

Użyłeś dobrego słowa: "złożonego" - taki właśnie jest ten materiał. To trzy bardzo różne kompozycje, nie? Myślę, że to trzy bardzo dobre utwory do reprezentowania tego albumu, bo jest on dość zróżnicowany - w inny sposób niż ten poprzedni. Pokazują trzy różne jego oblicza. W przypadku pierwszego utworu chcieliśmy nakręcić prawdziwy teledysk z udziałem wszystkich członków zespołu. Przez te wszystkie lata odkąd jesteśmy artystami, no wiesz, nagrywającymi albumy - to dopiero nasz drugi tego typu teledysk. Trochę szalone. Musieliśmy wybrać piosenkę, która nie byłaby zbyt długa i w której Lisa naprawdę błyszczy, gdzie jej powrót naprawdę zrobił różnicę. I tutaj naprawdę, naprawdę błyszczy, choć nie jest to numer, który aż tak bardzo reprezentuje Draconian. Nigdy nie przyczepię się do kogoś, kto powie, że to jego ulubiony kawałek - niech mu Bóg błogosławi za to - ale nie jest to kompozycja, która zbytnio reprezentuje Draconian. Dlatego wybraliśmy "Misanthrope River" jako drugi utwór. To najstarsza kompozycja - pierwsza, co do której wiedzieliśmy, że trafi na nowy album, choć napisana została w czasach "Under a Godless Veil". To utwór, który lepiej oddaje brzmienie Draconian - można powiedzieć, że jest zdecydowanie bardziej w naszym stylu. Opowiada pewną historię. Korzystamy z udziału aktorów. I czuję, że jest trochę powiązany - duchowo czy muzycznie - z utworem "Sleepwalkers" z poprzedniego albumu. Ten utwór ma w sobie coś z tej atmosfery. Chcieliśmy nakręcić podobny teledysk. Tym razem reżyser jest inny - i pracował on przy wszystkich trzech. Chcieliśmy więc opowiedzieć historię opartą na jego pomyśle, w bardzo naturalistyczny sposób.


A w trzecim teledysku ponownie skorzystaliśmy z usług Daniela Änghede'a. Stworzył z nami utwór zatytułowany "Rivers Between Us", który od tamtej pory cieszy się ogromną popularnością na "Sovran". Po prostu poczuliśmy, że ta piosenka... Kiedy słuchaliśmy jej wersji demo, i zastanawialiśmy się, co zrobimy ze zwrotkami, to moja dziewczyna wpadła na ten pomysł: "Wiesz co? Głos Daniela Änghede'a pasowałby tu idealnie". Pomyślałem sobie: "Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem? Ma całkowitą rację!". Więc następnego dnia po prostu pogadałem z nim, a on całkowicie się ze mną zgodził. Kilka dni później już dołączył do projektu i nagraliśmy demówkę. Tak się przedstawia historia jego dołączenia do "Anima". I to pokazuje inną wersję brzmienia tego albumu - jest bardziej luźny, bardziej narastający, bardziej oniryczny. Jest prawie niczym rozmowa z samym sobą. Bo na tym właśnie polega "Anima": próbujesz zmierzyć się z samym sobą, ze swoimi demonami, własnymi lękami, własną ciemnością i swoją kobiecą stroną, i to wszystko narasta, by na końcu doprowadzić do eksplozji, w której wiele z siebie wylewasz. Jest w tym więc też trochę wpływów post-rockowych. Myślę, że te trzy utwory opowiadają trzy różne historie z tego albumu. A kiedy słuchasz całości, to wszystko jakby się łączy. I mam nadzieję, że to, co mówię, ma w ogóle jakiś sens.

Dwa utwory nie zmieściły się na album - pojawiają się tylko w wydaniu earbook. Dlaczego "Dominion" i "This Too Shall Pass" zostały pominięte?

"Dominion" zostało napisane właściwie dość wcześnie, ale Johan uważał - przede wszystkim Johan - że ta piosenka lepiej sprawdziłaby się jako bonus. A "This Too Shall Pass" wydawał się bardziej projektem, który nabierał kształtu wraz z upływem czasu. Nie wyszło dokładnie tak, jak chcieliśmy, ale myślę, że to kompozycja, która z czasem zyska popularność wśród słuchaczy. Myślę, że niektórzy poczują, że te dwa utwory bardziej nawiązują do poprzedniego albumu. Ostatecznie jednak musieliśmy wybrać dwa utwory bonusowe. Chcieliśmy stworzyć specjalną edycję albumu, więc musieliśmy wybrać dwa utwory - i to właśnie na nich stanęło. W przyszłości być może wydamy je jako 10" EP lub coś w tym rodzaju, być może z jeszcze jednym utworem. Już piszemy nowy materiał na ewentualną dodatkową EP-kę, na której być może znajdą się te utwory. To są sprawy, o których obecnie rozmawiamy. Tak to wyglądało: to były utwory, nad którymi chcieliśmy popracować - poza tymi, które wybraliśmy na album.

Draconian zawsze przywiązywał dużą wagę do okładek. Nie inaczej jest tym razem: mamy interesującą pracę Agostino Arrivabene. Dlaczego właśnie ten obraz?

Johan czuł bliską więź z tym artystą, a zwłaszcza z tym konkretnym obrazem. Nie wiem, jak na niego trafił. Te kolory, niemal religijno-matczyny, maryjny styl, jego kompozycja, to jak został złożony pod względem doboru barw. Czuł niezwykłą więź z tym obrazem olejnym i poprosił nasz menedżment, by skontaktowali się z tym artystą z zapytaniem, czy moglibyśmy go wykorzystać. Nie mieliśmy co do tego jakichś wielkich nadziei, ale on faktycznie znał Draconian i chętnie nam go sprzedał - czy raczej: pozwolił z niego skorzystać. Tanio nie było, ale wykorzystaliśmy trzy jego prace na potrzeby albumu i wygląda to wszystko po prostu przepięknie. Osobiście uważam, że połączenie kolorów jest niezwykle piękne. To coś, czego nie widuje się zbyt często na okładkach albumów. Powiedziałbym więc, że ta postać matki symbolizuje sen... "In Somnolent Ruin" oznacza znajdowanie się w stanie uśpienia. Nasz indywidualizm, nasze człowieczeństwo, nasz kolektywizm - wszystko to jest w stanie uśpienia, a ta postać matki po prostu czeka, aż się obudzimy i uświadomimy sobie, kim naprawdę jesteśmy. Ale w trakcie tego procesu wszystko ulega zniszczeniu, wszystko się rozpada, stajemy się bardziej okrutni wobec siebie. I widać na okładce albumu, że ta rzecz, która ma symbolizować przebudzenie duszy i jej wznoszenie się, staje się coraz bardziej przywiązana do ziemi. Staje się coraz bardziej zakorzeniona w tym ziemskim procesie. Więc to właśnie kryje się za albumem. I dlatego to tak pięknie współgra z jego tematem.

W lutym przyszłego roku pojawicie się w Polsce. Byłeś zaskoczony zainteresowaniem? Bo jak ogłoszono Kraków, to bilety zaczęły schodzić tak szybko, że wkrótce pojawiła się druga data: w Warszawie.

O cholera, nie wiedziałem o tym! To super! Wydaje mi się, że naszą ostatnią trasę po Europie zakończyliśmy w Polsce - o ile dobrze pamiętam. W każdym razie uwielbiam grać w Polsce. Zawsze jest tam piękna interakcja między publicznością a zespołem i nie mogę się doczekać powrotu. Wiesz, w każdym kraju jest coś specyficznego, ale w niektórych krajach jest to bardziej widoczne niż w innych. Szczerze mówiąc, bardzo chciałbym zwiedzić Polskę jako turysta, bo nigdy nie mam na to czasu, kiedy jesteśmy w trasie. Mam nadzieję, że kiedyś przyjadę i naprawdę poznam wasz kraj.

I to by było na tyle! Dzięki za poświęcony czas! Nie zawracam już głowy, bo pewnie masz jeszcze parę wywiadów przed sobą!

Ten jest ostatni na dziś i jednocześnie ostatni przed premierą albumu! Już ten fakt sprawia, że ten wywiad jest legendarny!

W takim razie życzę miłego wieczoru i udanej premiery!

Dziękuję! Również życzę miłego wieczoru i cóż... Na zdrowie!

zdjęcia: Therés Stephansdotter Björk




Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 04.09.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!