Vader - Polanów



Vader, Happysad, 4Dziki, Zenek Grabowski
XXXVI Międzynarodowy Zlot Motocykli "Nad Zalewem", Polanów - 10-11.07.2026 r.


Z zespołem Vader jakoś mi ostatnimi czasy było strasznie nie po drodze. Już dawno powinienem odhaczyć dziesiąty koncert tej legendy metalu, ale cały czas coś stawało na drodze do skonsumowania tego jubileuszu. Na Mystic przeciągnął mi się Death Angel, wyjazd do Słupska zablokowały sprawy rodzinne, no i jakoś nie mogłem postawić tej przysłowiowej "kropki nad i". I tutaj cały na biało wszedł Polanów ze swoim zlotem motocyklowym, na którym dowodzona przez Petera maszyna miała zacząć rozjeżdżać ludzi dopiero o 22:30. Dla mnie (jako rodzica trójki młodych potworów) - pora idealna. Wymówek już być nie mogło!

Impreza trwała przez całe dwa dni i tak się akurat złożyło, że byłem obecny na obu. Wiadomo, tym najsmakowitszym kąskiem miał być death metal z Olsztyna, no ale że widziało się więcej, to nie omieszkam paru zdań napisać. Nieco zaburzy to chronologię wydarzeń, no ale co tam! Bezpośrednio przed Vaderem sceną zawładnął zespół 4Dziki. Co panowie grają? Nie wiem, bo od muzyki skutecznie odciągała mnie oprawa koncertu. Ognie, konfetti, morze piany - tutaj działo się tyle, że mój mózg przestał rejestrować dźwięki na rzecz doznań wizualnych. Syfu narobili nieziemskiego, ale ludzie (a w szczególności dzieci!) byli zadowoleni. Drugiego dnia z kolei przed główną gwiazdą wystąpił Zenek Grabowski, a więc człowiek, którego co niektórzy mogą znać jako Zenek Kupatasa, a jeszcze inni jako byłego frontmana nieistniejącej grupy Kabanos. Ta świętej pamięci formacja łączyła dźwięki rockowo-metalowe z mniej poważnymi tekstami i jej wokalista zbyt daleko od tej jabłoni nie upadł. Miejscami było przaśnie, gdzie indziej zaskakująco mocno, czasami pojawił się uśmieszek delikatnej żenady, ale też i nóżka potrafiła wesoło tupać. Ogólnie: całkiem w porządku, o ile oczywiście ktoś był w stanie przegryźć obraną, wyraźnie komediową konwencję.

Zanim wrócimy do Vadera, to zajmijmy się headlinerem drugiego dnia, a więc formacją Happysad. Grupie stuknęło w tym roku 25 lat i z tej okazji wyruszyła w trasę o dość ambitnych założeniach. Zespół chce bowiem w jej trakcie odegrać wszystkie kawałki ze swojej działalności - setlista zmienia się więc na każdym koncercie. Na przestrzeni lat byłem na sześciu występach tej kapeli, zaczynając od trasy promującej doskonałą "Nieprzygodę" i... coraz bardziej dochodzę do wniosku, że to już nie moja bajka. Już od dłuższego czasu happysad siedzi w bardziej alternatywnych dźwiękach, w których pojawia się m.in. większa ilość elektroniki. Z biegiem lat coraz więcej do powiedzenia w kwestii brzmienia ma także Michał "Misiek" Bąk (saksofon, klawisze). Z jednej strony niby fajnie, że kapela nie stoi w miejscu, ale z drugiej: brakuje mi tej młodzieńczej prostoty i naiwności - szczególnie w starszych kawałkach, które obecnie prezentowane są w odświeżonych aranżacjach. Brakuje mi też tego smutku i melancholii - dość powiedzieć, że nawet "Nieprzygoda" coraz rzadziej ląduje w setliście. Niby były więc hity (wiadomo, musiała być "Łydka" czy "W piwnicy u dziadka"), niby były też rzadsze kawałki (w tym jeden z czasów, gdy kopiowało się jeszcze Pidżamę Porno), ale nawet żona powiedziała, że to już jednak nie to.

Marudzenia nie mogło za to być na olsztyńskiej legendzie, która pełniła rolę gwiazdy pierwszego dnia. Na pięć minut przed startem bez problemu zameldowałem się pod barierkami, by dostać w pysk klasykiem w postaci "Sothis". Potężne brzmienie, stopa, którą czuło się w płucach, no i potężny ryk Petera, który ciągle potrafi zachwycać formą. Jasne, bywają podczas koncertu momenty, w których idzie nieco na skróty - gdy jednak jego krzyki sprawiają, że włosy stają wam dęba, to szybko o nich zapominacie. Pająk po lewej stronie jak zawsze bardzo ekspresyjnie piłował wiosło, z kolei Hal na basie tym razem bardziej zwiedział tyły. Fantastyczną robotę robił "ten trzeci", a więc przykuwający wzrok Mauser. Maurycy rozstawił sobie wentylator po prawej stronie i przez cały koncert cisnął swoje partie z malowniczo rozwianymi piórami. W "Carnal" jego gitara była nieco niżej w miksie (co delikatnie przeszkadzało), ale ogólnie Stefanowicz to ogromna wartość dodana. Pomysł na Vadera z trzema gitarami uważam, za strzał w dziesiątkę!

Jako że Vadera widziałem zarówno na trasach wspominkowych, jak i promujących poszczególne krążki, to byłem ciekawy setlisty - czy pojawią się jakieś niespodzianki, czy dawno nie granie kawałki. I trzeba przyznać, że pod tym względzie można było być zadowolonym. Oczywiście były klasyki: "Fractal Light", "Wings" płynnie przechodzący w "The One Made of Dreams", okraszony potężnym riffem "Kingdom", nieco blackowo śpiewane "Cold Demons", czy też seria "Para Bellum", "This Is the War" i "Lead Us!!!". Słyszało się już je niejeden raz, no ale robotę na żywo ciągle robią! Do tego była też względna nowość w postaci "Genocide Designed", a rzadsze kawałki reprezentowały chociażby "The Book" oraz dedykowany zauważonej w okolicznych lasach pumie "Predator" (oba z "Impressions in Blood"). No i mieliśmy też małe perełki - może i obie już miałem okazję na koncercie przeżyć, no ale jednak publiczność do czerwoności rozgrzały. "Wyrocznia" z repertuaru Kat (w aranżacji znanej z "XXV") sprawiła, że kocioł pod sceną wrzucił piąty bieg, a zaśpiewany z mieczem w dłoni "Sword of the Witcher" ściął tych, którzy jeszcze zostali na placu boju.

Dziesiąty, jubileuszowy koncert zespołu Vader przeszedł do historii i zostaną po nim same miłe wspomnienia. Świetne brzmienie, zespół w bardzo dobrej formie, solidna setlista - marudzić nie można. Do tego dało się grosza Wiedźminowi na stanowisku z merchem, dzięki czemu kolekcja poszerzyła się o demko "Morbid Reich" i oficjalną biografię (i nieważne, że nie mam nawet kiedy jej przeczytać!). Co ciekawe, wśród publiczności dało się zauważyć Beriala - basistę Vader w latach 1991-1992. Może przy okazji następnego koncertu w okolicy można by się pokusić o jakieś małe cameo w trakcie któregoś ze starszych kawałków?

Setlista:

01. Sothis
02. Fractal Light
03. Wings
04. The One Made of Dreams
05. Reign Forever World
06. Kingdom
07. Genocide Designed
08. The Book
09. Cold Demons
10. This Is the War
11. Lead Us!!!
12. Predator
13. Wyrocznia (Kat cover)
14. Dark Age
15. Carnal
16. Triumph of Death
17. Sword of the Witcher



Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 01.09.2026 r.



© https://METALSIDE.pl 2000 - 2026 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!