Blind Guardian - Wrocław



Blind Guardian, Scardust
Klub A2, Wrocław - 02.09.2023 r.


Niedawno wybrałem się na koncert zespołów które zaczynają swoją muzyczną drogę (Tower i Smoulder), a teraz przyszła pora sprawdzić jak na żywo radzą sobie zdecydowanie bardziej doświadczeni muzycy. Blind Guardian wyruszył w trasę promującą ostatni, dobrze przyjęty przez fanów album "The God Machine". Ta płyta przypadła i mi do gustu, więc tym bardziej wszystko przemawiało za tym, żeby wybrać się do klubu A2. Poprzedni raz Bardów widziałem na Wacken Open Air w 2016 i nie był to najlepszy występ Niemców. Drobne problemy techniczne, bo coś tam z dźwiękiem szwankowało, a i zespół nie był jakoś w specjalnym gazie. Teraz miałem nadzieję, że będzie zdecydowanie lepiej.

Pod klubem melduje się na kilkanaście minut przed otwarciem, a wita mnie długaśna kolejka. Trochę mnie to zaskoczyło, bo "drzwi" były dosyć wcześnie jak na koncertowe standardy, a w dodatku mówimy o poniedziałku, czyli zwykły dzień "roboczy" dla wielu. Pewno większość z tej kolejki (tak jak i ja) przybyła prosto z pracy... ot proza życia. Szybciutko ogarniam formalności na wejściu i wędruję pod barierkę. Tam akurat jest jedno wolne miejsce dla mnie, więc postanawiam już tu zostać od końca imprezy.

Jako support wystąpiła formacja Scardust, o której wcześniej nie miałem najmniejszego pojęcia. Kapela pochodzi z Izraela i obraca się w tematach progowych, a za mikrofonem mamy wokalistkę. Muzycznie... hmm... no co tu dużo mówić - to po prostu niezbyt się spina. Szczerze mówiąc to dawno nie słyszałem tak "nieskomponowanej" muzyki. Na scenie szalał basista, który wyczyniał istne cuda-wianki, a urocza wokalistka dokładała swoje. Gitarzysta natomiast mocno spokojny. Do tego klawisze i perkusja. Zestaw niby typowy, ale jak zespól zaczął grać, to miałem wrażenie, że każdy instrument gra dla siebie. Poszczególne kompozycje też jakieś takie "niepoukładane" i momentami chaotyczne. Znawcą progu zbytnio nie jestem, ale mimo wszystko to po prostu nie "grało". Do tego sporo ozdobnych wokali, chór, wokalne nakładki - wszystko odpalone z taśmy, czyli kompa. Komicznie to wyglądało jak wokalistka śpiewała tekst swoim głosem, a z głośników mieliśmy potężny chór na wiele głosów. Były nawet takie momenty, że Noa odprawiała tylko dzikie tańce przy mikrofonie, a wokale leciały same. Podobny motyw z klawiszami, które też często szły nie na żywo. Ja rozumiem, że zespół trochę symfonii ma w swojej muzyce i na żywo ciężko to oddać, no ale choć trochę trzeba się postarać. Niech ktokolwiek z muzyków te męskie głosy dośpiewa, bo tak to trochę amatorsko to wyglądało. Ale i tak gorszy był ten "bałagan" w kompozycjach. Przyznam, że z radością przyjąłem zakończenie występu supportu.

Po Scardust scenę zasłonięto wielką płachtą i rozpoczęto ostatnie przygotowania do występu Blind Guardian. Ten czas szybciutko zleciał i po "chwili" we wrocławskim klubie A2 zapadły ciemności. Klimatyczne intro, a ja z bliska widzę już muzyków na scenie. Jeszcze chwilka budowania napięcia i bum! Zaczynamy od "Imaginations From the Other Side" (MetalSide!). Od razu jestem kupiony, bo to moja ukochana płyta Blind Guardian. Od razu rzuca mi się w oczy, że zespół jest w świetnej formie, a Kürsch po prostu gniecie swoim wokalem. Początek trasy też na pewno pomaga. Od początku publika ostro jedzie z refrenami i widać, że muzycy są zadowoleni. Przed następnym utworem wokalista zagaduje publikę, komplementuje i pozwala, żeby wybrzmiał gromkie "Guardian, Guardian". I tak będzie praktycznie po każdym utworze. Bardzo to miłe i fajne, ale troszkę psuje dynamikę koncertu. Hansi, troszkę mniej tego gadania, plis...

Dobra, koniec marudzenia, bo jedziemy z pierwszym utworem z nowej płyty. Teledyskowy "Blood of the Elves", robi dobrą robotę. Jeszcze lepszą zrobił "Nightfall", który jest stworzony do grania na żywo. Świetna publika (ale to był standard) i zadowolony zespół na scenie. Szybka poprawka "The Script for My Requiem" i gęba sama mi się cieszy. "Violent Shadows" to numer dwa z ostatniej płyty i znowu jest to dobry wybór. Kawałek fajnie się sprawdził w koncertowym boju. Mocny początek tego koncertu, więc czas troszkę zdjąć nogę z gazu. Na scenie pojawiają się barowe krzesełka, a Kürsch zapowiada, że będzie trochę "średniowiecznie". No to czas na "Skalds and Shadows". Miły moment na złapanie oddechu. Po nim wokalista w kolejnej pogawędce (strasznie serdeczny był tego dnia) coś się pogubił, ale czujna publika naprowadziła przemowę na właściwe tory i nawet wyprzedziła zapowiedź kolejnego numeru, którym był "Time Stands Still (At the Iron Hill)". Oczywiście ładnie odśpiewany przez publikę, ale to nie jest jakieś zaskoczenie. Ja już ostrzę sobie ząbki na kolejny numer, bo przed koncertem podejrzałem seta z poprzednich koncertów. Nie ukrywam, że numer "Born in a Mourning Hall" to dla mega sprawa... a tu niespodzianka, bo zespół zaczyna i zdecydowanie nie jest to numer na który czekałem. Muzycy fundują w zamian kompozycję "Ashes to Ashes". Jestem lekko zaskoczony, ale z drugiej strony ten numer nie jest jakoś mocno ograny, więc przyjemnie go usłyszeć. No i całkiem konkretny strzał to jest. Po tej niespodziance wracamy do nowej płyty i jedziemy z numerem który ją rozpoczyna, czyli "Deliver Us From Evil" i ponownie nowa kompozycja broni się na żywo. Jest czad, są dobre wokale i wszystko się zgadza.



Ponownie na scenie pojawiają się barowe krzesełka, gitara akustyczna w rękach Marcusa Siepena i wszystko jasne - pośpiewamy sobie. "The Bard's Song - In the Forest" i magia dzieje się po raz kolejny. Niby człowiek wiedział, niby człowiek się spodziewa, a za każdym razem jest ten moment wzruszenia, gdy zespół i publika stają się jednym bytem. Hansi odpuszcza sporo linijek i pozwala poszaleć wszystkim pod sceną. Piękne chwile... A później jest jeszcze bardziej magicznie, bo wokalista sprytnie wszystkich podpuszcza i przypomina, że na polskich koncertach różne rzeczy się dzieją i nie wiadomo jaki kolejny numer zagrają. Oczywiście to nawiązanie do jednego z warszawskich koncertów, gdzie wymusiliśmy "Majesty" we wcześniejszej fazie występu. Nikt jednak nie dał się zaskoczyć i gromkie "Majesty, Majesty" zdusiło przemowę wokalisty. Muzykom nie pozostało nic innego, niż odpalić tę petardę. Ten numer to istne szaleństwo i mega go lubię na koncertach Blind Guardian. Podobnie zresztą jak kończący część zasadniczą "Traveler in Time". Kapitalna sprawa i mnóstwa dobra jak dla mnie.

Zespół schodzi ze sceny, ale bisy są przecież formalnością. Zaczynamy od "Sacred Worlds", który jakoś tak niemrawo mi wszedł. Zostałem rozpieszczony wcześniejszymi numerami i teraz trochę "marudzonka" wjechało. Na szczęście poprawka "Lord of the Rings" i robi mi się cieplej na serduszku. Ale to wszystko jest tylko przystawką do dania głównego tych bisów. Co tu dużo mówić, ale numer "Valhalla" to jest sztos nad sztosy. Koncertowo urywa głowę, gniecie nabiał i wysadza z kapci. Kapitalna kompozycja, obowiązkowo z naszymi refrenami i długim swobodnym śpiewem pod koniec. Zabawa trwa w najlepsze i podejrzewam, że mogłaby się nigdy nie skończyć. Jednak co dobre, nie może trwać wiecznie i muzycy sprytnie kończą nasze śpiewy i szybciutko odpalają "Mirror Mirror" nie pozwalając na przeciąganie tego śpiewania a'capella. Kończymy z niezłym przytupem i pozostaje po tym koncercie bardzo dobre wspomnienie.

Blind Guardian w kapitalnej formie. Hansi - miazga. Marcus non stop na chórkach i spory luz na scenie. Podobnie zresztą jak Andre, ale tego najmniej widziałem, bo byłem totalnie na samym końcu barierki po drugiej stronie. Całkiem fajna setlista z niespodzianką i dobry wybór nowych utworów. Może ciut za krótki ten koncert? Ale z drugiej strony intensywność była bardzo dobra. Widziałem Blind Guardian szósty raz i jak zwykle mnie nie zawiedli. Nie był to ich najlepszy występ, bo te warszawskie wspominam ciut lepiej. Ale zdecydowanie lepiej to wszystko odebrałem niż podczas Wacken w 2016 roku. I wiecie co? Na następny koncert Bardów wybiorę się również, bo wiem, że wyjdę z niego zadowolony tak jak wyszedłem z A2.






Autor: Piotr "gumbyy" Legieć

Data dodania: 03.10.2023 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!