Nocny Kochanek - Koszalin



Po pandemicznym przestoju do koncertowania powrócili znani i (nie?) lubiani Zdrajcy Metalu. Muzycy zapowiedzieli, że "Trasa Powitalna" to ostatni większy wypad Nocnego Kochanka przed wejściem do studia, tak więc w przyszłym roku możemy spodziewać się następcy "Randki w Ciemność". Z niektórymi przystankami tourneé były pewne problemy (wirus bowiem nie odpuszczał), na szczęście jednak w Koszalinie wszystko obyło się bez problemów. No chyba, że doliczymy oświadczenia, maseczki i maksymalnie 50% pojemności G38, no ale to już niestety taka nasza nowa, muzyczna rzeczywistość.

Całkiem licznie przybyłych wielbicieli mocnego grania przywitała, polecana w zeszłorocznym wywiadzie z Żurkiem i Kazonem, formacja Ballbreaker, którą tworzą byli muzycy Exlibris i wokalista Thermit. Zespół na swoim koncie posiada na razie tylko wydany w grudniu 2019 roku debiutancki album "Evil Town", nie dziwota więc, że w Koszalinie usłyszeliśmy niemal wszystkie kawałki z tego wydawnictwa (zabrakło jeno "Are You Gonna Stay"). Zespół reklamuje swoją muzę jako "czysty, jebany rock'n'roll", a ja bym do tego dodał jeszcze: silnie inspirowany latami 80-tymi. Mamy więc potężną dawkę mocnego, melodyjnego, bombastycznego wręcz grania. Są milutkie solówki, niezłe riffy, no i wpadające w ucho refreny wyśpiewywane przez Trzeszcza, posiadającego barwę gładką niczym papier ścierny. Nieźle, choć niektóre nuty budziły jednak skojarzenia z dokonaniami np. Mötley Crϋe.

Jako że muzycy swoje inspiracje czerpią z dekady, w której nie można się było obejść bez getrów i lakieru do włosów, to oczywiście jest w tym ich graniu na żywo trochę kiczu i obciachu. Muzycy wyglądają jak żywcem wyciągnięci z tamtych lat: są więc obcisłe ciuchy, dyndające bandany, a u basisty znajdą się nawet wąsy jak u gwiazdy porno. Jest też i odpowiednia dawka szaleństwa, gdyż frontman biega i skacze po scenie jak po dawce twardych narkotyków (zresztą w pewnym momencie omal nie spadł z głośnika). Pod koniec dość mocno go poniosło, ponieważ rozbawiony zaczął... rzucać publiczności piwo! W plastikowych kubkach. Mało co tego złocistego trunku trafiło oczywiście do rąk przyszłych właścicieli, więc pod sceną szybko zrobiło dość... lepko. Jeśli więc na Kochanku kleiliście się do parkietu, to już wiecie kogo obwiniać.

Setlista:
01. One Night Queen
02. Evil Town
03. Pain Awaits
04. Hide & Seek
05. Fallin'
06. Sinderella
07. Empty Glass
08. Acid God
09. Never To Old


Muszę się Wam przyznać, że pomimo bycia zatwardziałym (i będącym świeżo po ślubie) heteroseksualistą, to z Kochankiem widuję się dosyć regularnie - i do tej pory z każdego spotkania z nim wracałem... cóż, spocony i zadowolony. Wiedziałem więc czego mniej więcej się spodziewać na "Trasie Powitalnej", zwłaszcza że i w samym G38 Event Center miałem już okazję zespół zobaczyć na żywo. Grupa nie zawiodła oczekiwań: mimo iż z wiadomych względów frekwencja musiała być niższa w porównaniu do poprzednich lat, to zespół od samego początku cisnął ile fabryka dała. Ze względów bezpieczeństwa frontman na starcie zaznaczył przy tym, że na pewno będzie mniej pląsów pod samą sceną, a i z pokoncertowej sesji fotograficznej trzeba będzie zrezygnować. Zabawa zabawą, no ale bezpieczeństwo przede wszystkim.

Zamiast rozpocząć występ pierwszym kawałkiem, Kochanek zaserwował "Ostatni numer", by następnie płynnie ślizgać po każdym wydanym dotąd albumie. Setlista wypadła bardzo przekrojowo i prawie każda osoba w mojej ekipie usłyszała swój ulubiony kawałek. Żeńskiej części ekipy nogi się ugięły od dźwięków wzruszającego prawie do łez "Zaplątanego" i będącego hołdem/parodią Blind Guardian, prawie-folkowego "Konia na Białym Rycerzu" (tutaj zresztą fani zrobili spontaniczny... pociąg, ciągnący się przez całe G38!). Dla męskiej części widowni: kawałki o najbardziej męskim hobby, a więc "Poniedziałek", "Wódżitsu" i "Pierwszego nie przepijam" (choć ja bym ustawił je biorąc pod uwagę ciąg przyczynowo-skutkowy). I nawet zespół postanowił podlizać się menedżerowi grając najlepszy wg niego utwór, a więc "Smoki i gołe baby" - nie ma co, będzie premia! Poza tym same klasyki: "Dziewczyna z kebabem", "Łatwa nie była", "Zdrajca metalu"...

Muzycy byli w kapitalnym nastroju i równie świetnej formie. Na scenie cały czas coś się działo, tak więc nawet osoby aktywnie nie uczestniczące w show miały chociaż na co popatrzeć. Oczywiście najwięcej westchnień, zarówno męskiej, jaki damskiej części widowni, kierowano w stronę Krzysia Sokołowskiego. Utalentowany (ten głos!), przystojny, ogolony... Ech... Zaraz, o czym to ja pisałem? A, frontman! No tak, Krzysia wszędzie było pełno, zachęcał on do jak największej zabawy, a i pomiędzy poszczególnymi numerami zmieniał kreacje niczym Tarja za czasów "Once". Nam najbardziej przypadł do gustu dres na "Zdrajcy metalu", choć nie da się ukryć, że ewidentnie brakowało na nim czwartego paska. I na siłę właśnie do tego się przyczepię, bo tak naprawdę poważnych zastrzeżeń do koncertu mieć nie można - jak ktoś wiedział co i jak gra Kochanek, to po prostu musiał wyjść z G38 zadowolony.

Setlista:
01. Ostatni numer
02. Dej mu
03. Al dente
04. Randka w ciemno
05. Zaplątany
06. Dr O. Ngal
07. Pigułka samogwałtu
08. Łatwa nie była
09. Koń na Białym Rycerzu
10. Poniedziałek
11. Wódżitsu
12. Pierwszego nie przepijam
13. Andżeju
14. Dziewczyna z kebabem
15. Zdrajca metalu
---
16. Karate
17. Smoki i gołe baby
18. Minerał Fiutta



Autor: Tomasz Michalski

Data dodania: 04.11.2020 r.



© https://www.METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!