Nazwa Dymna Lotva prześladuje mnie już od jakiegoś czasu. Ale nie widzieć czemu nigdy nie sięgnąłem po muzykę tego (w większości białoruskiego) zespołu, który od kilku lat rezyduje w Polsce. Nazwę Dymna Lotva można tłumaczyć jako "mokradło zasnute dymem" co symbolicznie nawiązuje do trudnej i tragicznej historii ziem białoruskich. Zaś sam zespół istnieje od 2015 roku. I na jego froncie pojawia się niczym zjawa - demoniczna i wampiryczna wokalistka Nokt Aeon. A jej towarzyszami niedoli są gitarzysta/basista Jaŭhien, gitarzysta Mikita (na marginesie dodam - partner Nokt) oraz Polak perkusista Bocian.
Album "Vyraj" jest czwartym długograjem. I szczerze mówiąc żałuję, iż wcześniej nie skusiłem się na podszepty (nie wiem kogo lub czego) i nie wszedłem w muzyczny świat Dymna Lotva. Ten świat oferuje bardzo zmysłowe połączenie depressive suicidal black metalu, post-black metalu z elementami doom metalu i białoruskiego folku. A tym razem, na albumie "Vyraj", zespół położył silny nacisk na doom metalowe aranżacje, bardziej je eksponując, chociażby kładąc nacisk na wolne tempa i głęboko depresyjne melodie. Jednocześnie pozostawiając nieokiełznaną furię i zatrważający mrok black metalu. Owa skrajna stylistyka - od spokojnego grania, delikatnych i bardzo klimatycznych melodii oraz wokaliz, po bardzo burzliwą i pełną wściekłości instrumentalno-wokalną wściekłość - często walczy ze sobą, próbując zdominować się wzajemnie. Jednak te muzyczno-emocjonalne pierwiastki są tak silne, że żaden z nich nie kapituluje. W efekcie czego, często występują symultanicznie. Wówczas usłyszymy, na przykład drapieżne i szybkie gitary oraz blasty z demonicznym wrzaskiem przy współistnieniu zawodzących śpiewów i rzewnych melodii. Dlatego "Vyraj" to również progresywno metalowe koncepcje z całym bogactwem tematów muzycznych i post-metalowych patentów wypełnianych emocjami. Emocjami tak silnymi, że nie można im się oprzeć. Szał, nienawiść ale i emocje totalnie dołujące, skrajnie melancholijne. Dodatkową ornamentację muzyczną budują elementy muzyki elektronicznej występujące w tle. Ale mające znaczący wydźwięk, rozszerzając horyzont całości. Często kreują atmosferę kosmosu, jak i miejscami uwydatnią folkowe inklinacje poprzez swoje brzmienia oraz melodie.
A wokalnie? Głos Nokt ma niewyobrażalną siłę rażenia i oddziaływania na słuchacza. Ten głos to z jednej strony blackowy scream lub bardziej deathowy growl - bardzo histeryczny i nasycony emocjami złości, agresji i jednocześnie rozpaczy, aż do granic możliwości. Gdyby ten krzyk mógł się zmaterializować, to kąsałby i rozrywał na strzępy żywcem ciało słuchacza. Ale z drugiej strony ten głos potrafi brzmieć niczym bardzo głęboki czysty śpiew, który emocjonalnie dołuje wprowadzając stan ogromnego cierpienia psychicznego, bólu egzystencjalnego. Warto wspomnieć, że zakres skali głosu Nokt jest bardzo szeroki. Usłyszymy tutaj wysoki, delikatny śpiew, czasem wręcz tak zwany biały śpiew lub operowy oraz niski kobiecy śpiew (który może skojarzyć się z barwą Lisy Gerrard z Dead Can Dance). Naprzemienne używanie rożnych form wrzasku i śpiewu sprawia wrażenie dialogu pomiędzy bohaterami lirycznymi. A czasem wprowadza atmosferę obłąkania wokalistki lub natchnienia jej przez różne cierpiące dusze. Dodatkowe zastosowanie polifonii wokalnej łączącej różne wokalizy tworzy naprawdę totalny nastrój. Zaś szepty, melodeklamacje i lamentacje jeszcze bardziej uwydatniają artyzm całości.
Jednak Dymna Lotva posunęła się jeszcze dalej w wokalnych ekspresjach, zapraszając kilku gości. W tym, bez wątpienia najbardziej znamienitego - Aarona Stainthorpe'a (High Parasite, ex-My Dying Bride), który zaśpiewał swoje partie w utworze "The Boat Of Despair", co jednocześnie silnie przesunęło niektóre momenty utworu w stronę podobieństwa do My Dying Bride. Kolejnymi gośćmi, którzy użyczyli swoich głosów byli w utworze "Return My Coffin Home" - ukraiński muzyk Ingvarr z niemieckiej kapeli Schreigarm. A także Andrii "Deicider" Sovgar, Jan Mačuĺski, Aliaksandr Čarnuha jako uzupełnienie chóru w utworze "Bu Samoje". Miraslava Palynskaya i Jan Palynski - dziecięce partie wokalne w utworze "Veha". A także niejaki Velzevul - dodatkowe wokale w utworze "Return My Coffin Home". Pojawili się także goście wnoszący swój wkład w muzykę. Mianowicie, multiinstrumentalista Déhà (z Cult of Erinyes, Déhà, Wolvennest i wielu innych) grający partie basu w utworze "Return My Coffin Home" oraz Deanna F. harfistka w utworze "Veha".
Eksplorując głębiej ten muzyczny świat "Vyraj" ogarnie nas coś mistycznego. Przepełnionego starymi ludowymi rytuałami i symbolicznym zjednoczeniem z kosmosem. Gdyż tak zwana białoruska etnoastronomia odegrała ważną rolę w symbolice zawartej w tekstach (angielsko i białorusko języcznych) . W tej symbolice zespół splata dawne legendy z doświadczeniem przymusowej emigracji, utraty domu oraz pragnieniem powrotu. Czego doświadczają członkowie Dymna Lotva.
"Vyraj" to idealny album dla błąkających się po tym okrutnym świecie dusz. Cierpiących, szukających ukojenia... Lecz na próżno. Choć Dymna Lotva istnieje już ponad 10 lat to zespół ten uważam za wielkie odkrycie. A "Vyraj" to album roku!!!