Jaki obraz pojawi Wam się w głowie, gdy usłyszycie termin "black metal"? Czyżby ośnieżone, norweskie krajobrazy? Mroczne lasy, górskie szczyty, a może majestatycznie płonące kościoły? Z pewnością nie przyjdzie Wam na myśl amerykański stan Missouri, a to właśnie tam narodził się Stormruler - projekt, który tworzą Jesse Schobel (Cast the Stone) i Jason Asberry (Harkonin). W 2021 roku Panowie wypuścili swój debiutancki album "Under the Burning Eclipse". Czy zmienił on coś na black metalowym rynku?
"Under the Burning Eclipse" to nieco ponad godzina materiału. Materiału, który z jednej strony potrafi wywołać gęsią skórkę, a z drugiej - trochę jednak zmęczyć i znużyć. Zacznijmy od tego, że choć na płycie znajdziemy 19 kompozycji, to połowa z nich jest instrumentalnymi miniaturkami, w zamyśle mającymi tworzyć taki złowieszczy/mistyczny klimat. Część pełni rolę intro do poszczególnych kompozycji, inne próbują wprowadzić słuchacza w odpowiedni nastrój. Tu usłyszymy jakieś dzwonki ("Shine of Ivory Horns"), tam klawisze rodem z Vangelisa ("The March onto Golden Lands"), gdzie indziej jakieś imitujące chóry dźwięki ("Blood Ritual"). I choć najdziemy wśród nich kilka perełek, jak np. "Culling of the Blood Moon" (bardzo ładna melodia), "An Empire of Ash and Dust" lub "Journey to the Unknown", to jednak większość tych "instrumentali" nudzi i niepotrzebnie odwraca uwagę od mięcha.
Te "prawdziwe" kompozycje to już black metal jak w mordę strzelił. Nie silący się na oryginalność i nie próbujący odkryć nowych lądów. Powiedziałbym nawet, że wręcz przeciwnie: to hołd złożony skandynawskim klasykom gatunku, choć w takich "Reign of the Winged Duke" i "Dawn of the Eternal Fire" gdzieś tam w głowie miałem też późniejsze prace Satyricon (a zwłaszcza album "Volcano"). Świetnie wypada na "Under the Burning Eclipse" Jason Asberry na wokalu, który drze się jakby go żywcem ze skóry obdzierali - jest moc za mikrofonem! Muzyka trzeba też pochwalić za niezłe riffy i sporo melodyjnych partii, które gdzieś tam przywołać potrafią nawet szwedzkie Dissection (utwór tytułowy lub "Age of Steel and Blood"). Jesse Schobel na perce oczywiście szaleje, próbując rozwalić swój zestaw, no ale w takiej muzie raczej na ekwilibrystykę miejsca nie ma: ma być podwójna stopa i blasty. I są.
Poszczególnych kawałków fajnie się słucha i potrafią być one nawet całkiem nieźle rozbudowane: niekiedy zaczynamy młócką na początku, by później nieco zwolnić (lub bardziej przyspieszyć) i poczarować np. fajną gitarą (w utworze tytułowym mamy nawet trochę akustycznego grania!). Mnie to po pośladkach smagało całkiem przyjemnie, choć od razu ostrzegam, że miks całości jest... cóż, trochę old-schoolowy. Niby wszystko słychać, ale jednak miejscami gdzieś tam niektóre partie chowają się za inne, a obłąkańcze wokale przykrywane są instrumentami (słychać to szczególne w "Mark of the Valkyrie"). Niektórym osobom się to spodoba, innym niekoniecznie, jeszcze inni (jak ja) wzruszą tylko ramionami. Wolę jednak ostrzec, żebyście nie spodziewali się brzmienia jak żylety.
"Under the Burning Eclipse" to przyjemna, choć jednak mało oryginalna i rozwleczona przez niepotrzebne kawałki instrumentalne płyta. Jeśli macie ochotę na odrobinę klasycznej młócki rodem z mroźnej Północy (zapomnijmy o tym, że to kapela z Ameryki!), to śmiało odpalajcie - żałować nie będziecie. Stormuler to bowiem projekt z potencjałem. Na debiucie chłopaki jeszcze nie do końca go wydobyli, ale na kolejnej płycie? Kto wie. Oby do krążka numer dwa nauczyli się jednak wywalać niepotrzebny, nie pasujący do całości materiał.
Tomasz Michalski / [ 17.08.2026 ]
|