1. You May Call Me a Witch 2. The Act of Lust 3. Błogosławieni ślepi 4. The Nails 5. Hypocrisy Demands Blood 6. Święte szlachtowanie 7. The Degrees 8. The Swing 9. Gdybym istniał
Po trzech latach przerwy wydawniczej, Śląski duet Hegeroth rzuca w nas szóstym albumem. Od ostatniego albumu zaszła personalna zmiana. Mianowicie za mikrofonem stanął Chors (z Eclipse i z nieistniejącego już Mortifer). Oczywiście Bene nie tylko zajmował się komponowaniem i muzykowaniem ale także pełnił funkcję inżyniera dźwięku dokonując też miksu i masteringu we własnym studiu HH Soundlab Studio. Zaś okładkę zaprojektował Maciej Kamuda (współpracujący w przeszłości między innymi z Blut Aus Nord, Nunslaughter czy Master).
A zatem na "Soaked In Rot" zaszła wokalna zmiana, co słychać. Wokalne wrzaski - stylowo blackmetalowe - są w nieco innej tonacji. Może ich barwa sprawia, że na tle ostrych gitarowych riffów są nieco bardziej wyraźne, jakby wyeksponowane. Chors wyśmienicie zdziera sobie gardło. Słychać, że panuje nad swoim głosem, modulując go w odpowiednich momentach, przechodząc w akcentujący deathmetalowy growl, drapieżną lub złowieszczą melorecytację a nawet epizodycznie w jakaś formę groźnego śpiewu. Kolejnym novum zaprezentowanym przez Hegeroth są polskojęzyczne teksty w trzech utworach, co znacząco podniosło walory i zróżnicowanie całego albumu. Słuchając po polsku black metalu Hegeroth wróciłem wspomnieniami do lat dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia, w których wzrastało wiele polskojęzycznych blackmetalowych hord. Dodam, że liryki Hegeroth konsekwentnie zwrócone są w stronę antychrześcijańskich tematów. A z drugiej strony, obecnie coraz więcej powstaje młodych blackmetalowych kapel z polskimi nazwami i lirykami, więc utwory są na czasie. Nadmienię, że zespół w tym roku obchodzi szesnastolecie.
Nadal w samej muzyce Hegeroth fundamentem aranżacji jest demoniczny black metal o zróżnicowanej tematyce. Aczkolwiek z przewagą szybkich i średnio szybkich temp. Nie zabraknie, zabójczych blastów czy mrocznych zwolnień oraz stylowej blackmetalowej, gitarowej melodyki, jak i ostrych solówek, rodem z norweskich fiordów. Gdzieniegdzie usłyszymy punkujący black metal z prostą strukturą riffów i rytmika. I innym razem zaleją nas bardziej techniczne zagrywki. A nawet gdzieś tam zdarzyła się wręcz rockandrollowa solówka (w "Hypocrisy Demands Blood") albo złowieszcza zagrywka na gitarze basowej. Ci co znają twórczość Hegeroth wiedzą, że zespół do swoich aranżacji wplata również sporo deathmetalowego riffowania. Może nie aż tyle by określić ich muzykę mianem blackened death metalem. Ale na tyle by wzmocnić miażdżącą siłę całości. Ponadto tym razem - czego chyba dawno nie słyszałem w muzyce Hegeroth - pojawiły się elektroniczne akcenty generujące intra do niektórych utworów lub industrialne sample wewnątrz kompozycji. Chociaż były to tylko epizodyczne zabiegi wnoszące nieco innego klimatu - nadal mrocznego ale jeszcze bardziej złowieszczego lub nawet post-apokaliptycznego.