1. Intro
2. From Nowhere
3. When Sun Left The Day
4. Amphetamine
5. Nocturnal
6. Rebellion
7. Stagnation
8. Captive Mind
9. Przeklęta łza



Mój pierwszy kontakt z formacją Tiberius nastąpił w 2012 roku, a miało to miejsce podczas XV urodzin zespołu Chainsaw. Odbył się wówczas bardzo fajny koncert w bydgoskiej Estradzie i właśnie na tej imprezie usłyszałem po raz pierwszy chłopaków. Przyznam szczerze, iż później nie śledziłem kariery tej ekipy, ale z tego co widzę - niewiele mnie ominęło. W dyskografii znajdziemy tylko jedną EP'kę ("Born Hope" z 2010 roku) i recenzowany właśnie debiut z 2015 roku. To tyle tytułem wstępu i przechodzimy do muzyki zawartej na "Look, Touch And Destroy My Soul".

Ta muzyczna uczta (oj tak!) zaczyna się niesamowicie mrocznym i mocno klimatycznym intro, które trwa ponad dwie minuty. Niezły początek, a później jest jeszcze lepiej. Otwierający album numer "From Nowhere" od razu zawiesza poprzeczkę bardzo wysoko. Dosyć leniwy początek, to tylko przygrywka do dalszych popisów. Po chwili wszystko nabiera rozpędu i muza ostro napiera. Fajnie szyte riffy, skrzekliwy wokal i napędzająca to wszystko perkusja. Delikatne sample dodają przestrzeni i robią świetną robotę. Jednak nie tylko szybkością Tiberius stoi. W dalszej części kawałka mamy klasowe zmiany tempa, przejścia i świetne solo. Kapitalny jest ten numer i wiele się w nim dzieje. Trwa trochę ponad siedem minut, a zupełnie tego nie odczuwam.

Zasadniczo to mógłbym prawie wszystkim utworom wystawić taką laurkę. Zaskakuje "łatwość" z jaką poszczególne kompozycje zostały utkane. Dosłownie każdy dźwięk jest tutaj niezbędny i w pełni przemyślany. Nie ma niedociągnięć, czy momentów słabości. Od A do Z wszystko się klei i siedzi na swoim miejscu. Kapitalna jest też ta muzyczna mieszanka, bo mamy tutaj wyraźne wpływy death, czy black metalu, a solówki mocno pachną klasycznym heavy. Weźmy refreny w numerze "Amphetamine" - wokal nie growluje, a gitarzyści pozawalają sobie na moment melodyjnego grania. Bardzo fajne urozmaicenie. No i to pokombinowane solo - świetna robota.

Mamy też króciutki przerywnik w postaci instrumentalnego "Nocturnal". Ledwo minutka grania, a ileż w tym emocji. Świetny motyw przewodni - taki zawodząco-orientalny. Kolejne zaskoczenie na plus. Sporą melodyjnością może się pochwalić "Rebellion" oparty na dosyć spokojnych riffach (i samplach), które cisną sporo tych melodii. Słodkości w tym zbytnio nie ma, bo całość przykryto skrzeczącym wokalem. Trochę ten numer przypomina mi jakiś singiel Children Of Bodom. Takie dosyć radiowo-grzeczne granie. Myślę, że spokojnie do zaakceptowania dla wszystkich. Idealna chwila, żeby nabrać oddechu przed kolejnym odjazdem.

A tu się dzieje się! W "Stagnation" najwyraźniej bierzemy udział w jakimś obrządku - tak może sugerować jego intro. Głuchy odgłos kroków, a później jakieś modły i organy dopełniające całości. Numer zaskakuje swoim klimatem - mamy tutaj bardzo spokojne granie, które skupia się na mrocznym nastroju. Black metalowe klawisze, podparte świetnymi gitarami i perkusją. No i te nawiedzone melorecytacje. Momentami przywodzi to ducha Moonspella z pierwszych dwóch płyt. Ale to oczywiście bardzo luźne skojarzenie. Heh... czy to jest ten sam zespół z pierwszych utworów na tej płycie? Najwyraźniej chłopaki nie mają jakichkolwiek ograniczeń i grają to co im w duszy siedzi. I przecież o to chodzi. Kolejna kompozycja to jednak powrót do tego co znamy od początku - jest dynamika i moc. Świetnie pokombinowane wokale i ponowne zmiany tempa i nastroju. Lubię to! A jak łatwo się domyśleć - zamykający płytę numer "Przeklęta łza" jest zaśpiewany po polsku. Jest to słodziutka w graniu ballada. Ja takich nie lubię, więc zasadniczo to nie dla mnie numer.

"Look, Touch And Destroy My Soul" to świetna płyta! Niesamowicie dopracowany materiał, pełen pomysłów i bez zbędnych dźwięków. Taka dygresja przy okazji... jak widać - czasami warto poczekać z nagraniem debiutu. Jestem pod wrażeniem umiejętności muzycznych i kompozytorskich chłopaków. Świetne grane riffy, a solówki - palce lizać. Wokalnie też super - od black metalowych skrzeków, po czyste śpiewy. Nie ma monotonni w liniach wokalnych, no i nieźle pokombinowana perkusja, która trzyma to wszystko w ryzach. Bardzo dobrym pomysłem było dołożenie tych wszystkich sampli, bo muzyka zyskała sporo przestrzeni. Podsumowując - bardzo dobre granie!

The Captive Mind:



Piotr "gumbyy" Legieć / [ 02.02.2017 ]







Nick:  



E-mail:  



Treść komentarza:  



Suma 2 i 3 =








Tiberius
Look, Touch and Destroy My Soul

Tiberius - 2015




8/10




© https://METALSIDE.pl 2000 - 2024 r.
Nie używaj żadnych materiałów z tej strony bez zgody autorów!